sobota, 31 października 2020

Gdy cudza złość przytłacza

 

Za dużo gniewnych słów, za dużo złośliwych reakcji, za dużo ataków z zewnątrz.


Może to przytłoczyć.


Może dać poczucie wylądowania w gotującym się garnku.



Może dać też okazję do odbicia spojrzenia, zajrzenia do środka, do siebie.


Gdzie jest moja złość wtedy, gdy cudza mnie przytłacza?


Czy jest dla mnie jak przyjaciółka alarmująca mnie „sprawdź gdzie są twoje granice”?


Czy jest w moich mięśniach, gotowych aktywnie zareagować?


Czy jest we mnie jak płomień, który dodaje mi bezpiecznego ciepła i energii do życia?



Jest duża szansa, że „nie” wtedy jest odpowiedzią na każde z tych pytań.


Że złość jest przykryta, zakopana, zamrożona, zawstydzona.



Gdy cudza złość mnie przytłacza idę w miejsce, w którym staram się skontaktować ze swoją złością.

Szukam, gdzie się schowała. 

Pod lękiem? Smutkiem? Wstydem? A może złość na jedną kwestię przykrywa złość na drugą kwestię?
Zwracam uwagę na ciało - gdzie jest mocno napięte, a gdzie bez ruchu.

Zwracam uwagę na oddech - bo jego płytkość jest wyraźnym znakiem, że coś zablokowałam.

I pytam się czego chcę. Pięć, dziesięć, piętnaście razy. Żeby dojść do środka, do sedna tego, co we mnie siedzi.

Gdy poczuję moją złość - cudza już tak nie przytłacza.


A Ty? Jak reagujesz?

 


 

 

 

 

wtorek, 27 października 2020

List do Gniewu...

 

Dziękuję Gniewie,


dziękuję, że jesteś. Że pojawiasz się coraz bardziej jawnie w moim życiu. Że mogę Cię zobaczyć i nazwać wprost, a nie jedynie zobaczyć Twoje efekty. Czuję Cię, gdy ktoś ze mnie szydzi. Krzyczysz we mnie, gdy ktoś niszczy to, co dla mnie ważne. Wybuchasz się, gdy uprzedmiatawia bezbronnych. Płoniesz, gdy przekreśla wartość i wrażliwość serca…


Dziękuję Ci też, że gdy dochodzi do limitu, to nie uciekasz od Smutku, który wychodzi Ci naprzeciw. Dzięki temu oboje mnie chronicie. Ty – od bezruchu, on – od wybuchu. Pomagasz mi ubrać myśli w słowa, a uczucia przemienić w obraz. Nawet jeśli to zlepek słów i zabazgrany kawałek papieru. Dajesz siłę.


Dziękuję też Sobie, że na Gniew się otwieram. Że doświadczam. Że przeżywam.

Dziękuję Ciału, które tą siłą potrafi się nakarmić.

Dziękuję Głowie, która wie, czemu ona służy.


Dziękuję Sercu, które żyje…



Także dzięki Tobie – Mój Gniewie.





sobota, 24 października 2020

List do smutku...

 

Kochany Smutku,


dziękuję Ci, że jesteś. Ratujesz mnie – Ty to wiesz, a ja dopiero zaczynam to dostrzegać. Ty pierwszy dostrzegłeś niebezpieczeństwo, które wzrastało razem z Gniewem we mnie. Nie zanegowałeś tego Gniewu. Wiesz skąd pochodzi i co wyraża. Przyjąłeś go.

 




Jednocześnie dałeś ukojenie i nie pozwoliłeś na to, by w mojej głowie wybuchł pożar. Ciśnienie rosło, uwaga szalała na wszystkie strony, możliwość zajęcia się tym na co mogę mieć wpływ – spadła w ciemną otchłań.


A Ty, Smutku, przyszedłeś. Jak chłodzący deszcz. Nie pozwoliłeś mi uciec od rzeczywistości, nawet do głowy, bo wiedziałeś, że to mi nie służy. Pomogłeś mi być – tu gdzie jestem i mimo tego, co dzieje się wokół. Pozwoliłeś mi być i dalej oddychać.


Doceniam Cię jeszcze bardziej.


Doceniam też pracę jaką w sobie wykonuję, bym móc pomieścić i Gniew i Smutek i wszystko inne, co przychodzi. Moją Głowę i Ciało, które potrafią to godzić w tajemniczy dla mnie sposób. I serce, które jest w stanie się goić…


Ty mu Mój Smutku pomagasz.



Dziękuję…

wtorek, 20 października 2020

Głos iluzji: Wszystko-Zagraża!

 

Widzę zagrożenie w każdym szczególe. Geście, cieniu i promieniu.


Najchętniej schowałabym się w kamiennej klatce, której nikt nie widzi. Bo widzenie mnie jest dla mnie zagrażające.


Jeszcze ktoś zobaczy, jaka jestem.


A czy ja siebie widzę?


Nie. Gdy w pobliżu istnieje ryzyko zetknięcie się z lustrem, to uciekam. Boję się luster.


Jeszcze pokażą to, czego nie chcę widzieć.


Wolę się chować.


Chowanie jest dla mnie najłatwiejsze.


Chowa się też człowiek, który mi wierzy, który wierzy, że wszystko mu zagraża.


Więc się chowamy we dwójkę. Ja-jego myśl i on. Taki nasz los.


Tak, jestem siostrą Iluzji Niczego-się-nie-boję. Nie widzimy między sobą podobieństwa. Wy widzicie?

 


 


sobota, 17 października 2020

Monolog z książką - "Mężczyzna imieniem Ove"

 

Wzruszam się nierzadko – to prawda. Ale tak bardzo przy książce – nieczęsto.


Bo bohaterowie tej książki są niezwykli – nie tylko tytułowy Ove, ale też ci, których niechętnie – ale jednak – spotkał na tych kilkuset stronach. Humor sytuacyjny i narracyjny, wciągająca i płynna narracja i ożywienie bohaterów. Momentami smakowałam, momentami połykałam łapczywie.


I mam poczucie, jakbym tych bohaterów spotkała, bo zostawili we mnie ciepłe i umacniające ślady.


Dali przykład nieoczywistości, pozornych sprzeczności, doświadczenie ludzi, którzy przy pierwszym wrażeniu mogą sprawiać, że się odsuwamy – ale gdy to zrobimy – sami nie dajemy sobie szansy zobaczenia, jaki noszą w sobie skarb. I że nasze odsunięcie to tylko efekt niewygody w spotkaniu z nieoszlifowaną czułością. A przecież to w takim wydaniu – jest piękna i prawdziwa.


To jak, gotowi na poznanie Ovego?

 


 

wtorek, 13 października 2020

Głos iluzji: niczego się nie boję!

 


Strach? Tego nie ma w moim słowniku. Ilekroć pojawi się w Twojej głowie, ja go spycham.


Gdzie spycham? Nie wiem. Mówicie, że ten strach nie znika, tylko zostaje w ciele? To już nie mój problem.


Przecież ja jestem siłaczką, wyobrażeniem, że mogę wszystko, że mnie nic nie grozi. Ja nie mam się czego bać, raczej należy bać się mnie.


Czy zostaję z tym sama? To dla mnie normalne.


A co się staje z człowiekiem, który mi bezgranicznie wierzy?


Czasem też zostaje sam.


Bo ja wtedy też od niego uciekam.


Co z nim się wtedy dzieje? Mówicie, że ten strach wtedy do niego dociera i przeżywa załamanie?


Możliwe, ale sam chciał mi wierzyć, więc sam musi sobie z tym strachem poradzić.


Nie tego chciał?


sobota, 10 października 2020

Czy łzy to słabość?

 

Nie patrząc pod światło – możesz mnie nie zauważyć.



Mam słono-słodki smak, lekko lepka w dotyku, bezdźwięczna.


Bywam przy smutku i radości.


We wzruszeniu, w ważnych momentach.


Tak, jestem łzą.


Słyszałam już na swój temat hańbiącą krytykę i poetyckie peany. Bo mogę być jednym z elementów ujścia silnych emocji. Musisz mieć jeszcze większą siłę, żeby te emocje stłamsić. Wtedy już mnie nie spotykasz. Napięcie ze stłamszonych emocji zostaje i próbujesz je zrzucić z siebie wyśmiewając łzy innych.


To jednak tak nie działa.


Ja jestem tylko drobnym objawem czegoś ważnego. Cząstką biologicznego procesu. Elementem komunikacji. Szansą na połączenie z sobą i innymi.


Nie jestem słabością.


Jestem łzą i nie jestem słabością.


Nie działam siłą, więc nie zmuszę cię do uznania tej prawdy o mnie.


Być może kiedyś się spotkamy,


Twoja Łza

wtorek, 6 października 2020

Czy odpocznę za wczoraj?

 

Myślę, że wielu chciałoby być na baterie. Móc się naładować, rozładować i znowu naładować.


Mnie odkreślenie „ładuję baterie” od dawna szczypało. „Przecież nie mam baterii, nie mogę podpiąć się do prądu, nie jestem maszyną” – myślałam.


Potem dotarło do mnie, co jeszcze bardziej w tym powiedzeniu mnie bolało.


Założenie, które sama przez wiele lat przyjmowałam.


Że mogę żyć tak, jakbym przez kilka miesięcy była na wdechu, a potem na wydechu przez dwa tygodnie.


A właściwie odwrotnie – wdychała powietrze przez weekend – a wydychała je przez kolejne pięć dni.


Nie wiem, jak Wam, ale mnie takie życie nigdy nie wychodziło.


Bez regularnego odpoczynku – wpadałam w bezruch zmęczenia.


Bez regeneracji – łapałam jedną chorobę za drugą.


A odpoczynek przy przeciążeniu? Nie wystarczył.


Bo nie jestem w stanie odpocząć za wczoraj, a długotrwałe wycieńczenie przymusza do nieproporcjonalnie długiego czasu wracania do równowagi – i to słabszej niż ta, która go poprzedzała.


A Wy? Umiecie odpoczywać za wczoraj?





sobota, 3 października 2020

List do jesiennego wieczoru

 Wracam do publikowania dwa razy w tygodniu, pierwszym powiewem przesyłam ten list...

 

 

 


 

Drogi Jesienny Wieczorze,


nie wyczekiwałam Cię w tym razem. Może dlatego, że tegoroczny kwiecień mi Ciebie przypominał? Być może dlatego wolałabym teraz otulić się wiosennym powietrzem.


Po prostu mam niedosyt wiosny i chciałabym jej więcej.


Ale mam Ciebie. Mżawkę, szare niebo, wiatr dochodzący do szpiku. Momenty, w których chcę przykryć się miękką kołdrą i tak spędzić dzień, odpływając w wyobraźni do innego świata. Takiego, w którym Cię nie ma.


Choć czasem się cieszę. Szczególnie z tego ognia, który ożywia drzewa na nowo. Lubię gdy zieleń liści przechodzi wieloma odcieniami – od miodowej żółci po szkarłat. Wzrokiem wyczuwam wtedy oranżerię, w której do tego mogę swobodnie oddychać rześkim powietrzem.


To nie jest tak, że Cię nie lubię. Chyba po prostu mało lubię siebie w stanie, który we mnie tworzysz. Nie rozgryzłam jeszcze potencjału tego nastroju, który pojawia się we mnie, gdy nadchodzisz. Może tej jesieni będzie inaczej? Może nauczysz mnie czegoś o mnie i o sobie?


Drogi Jesienny Wieczorze,


A Ty co masz mi do powiedzenia?



Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...