Myślę, że wielu chciałoby być na baterie. Móc się naładować, rozładować i znowu naładować.
Mnie odkreślenie „ładuję baterie” od dawna szczypało. „Przecież nie mam baterii, nie mogę podpiąć się do prądu, nie jestem maszyną” – myślałam.
Potem dotarło do mnie, co jeszcze bardziej w tym powiedzeniu mnie bolało.
Założenie, które sama przez wiele lat przyjmowałam.
Że mogę żyć tak, jakbym przez kilka miesięcy była na wdechu, a potem na wydechu przez dwa tygodnie.
A właściwie odwrotnie – wdychała powietrze przez weekend – a wydychała je przez kolejne pięć dni.
Nie wiem, jak Wam, ale mnie takie życie nigdy nie wychodziło.
Bez regularnego odpoczynku – wpadałam w bezruch zmęczenia.
Bez regeneracji – łapałam jedną chorobę za drugą.
A odpoczynek przy przeciążeniu? Nie wystarczył.
Bo nie jestem w stanie odpocząć za wczoraj, a długotrwałe wycieńczenie przymusza do nieproporcjonalnie długiego czasu wracania do równowagi – i to słabszej niż ta, która go poprzedzała.
A Wy? Umiecie odpoczywać za wczoraj?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz