wtorek, 31 grudnia 2019

Bez końca i początku

Stary rok się kończy, nowy zaczyna. Nowy rok – nowa ja, czy jak to szło.

Gdy byłam młodsza zastanawiały mnie takie stwierdzenia jak „niech ten dzień się już skończy” lub „mam już dość, niech się zacznie nowy rok”. Nie rozumiałam, co może zmienić sama data.

Teraz już się nie zastanawiam. Przyjmuję, że dla niektórych to ważne. I że mogę mieć inaczej.

Mogę wprowadzać zmiany w życiu jak dotychczas – dlatego, że tak chcę, a nie ze względu na datę. Mogę myśleć, że problem nie znika, gdy kończy się dzień. Mogę uznawać, że koniec i początek nie mają narzuconej daty. Że noc z 31 grudnia na 1 stycznia to dla mnie ani koniec ani początek.

Mogę też przyjąć, że miałam tak od dawna, ale zastanawiałam się, czy to normalne. Teraz wiem, że dla niektórych nie, dla innych – tak. Dla mnie to ok.

Mogę przyjąć, że w kalendarzu znajdują się inne dni, które są dla mnie symbolicznym końcem i początkiem. Uznaję też, że dla wielu jest to dzień dzisiejszy. I że każda z tych opcji jest ok.

Coś się czasem kończy, coś się czasem zaczyna. Czy to dziś? Nie wiem. Czy ktoś to wie? :)




sobota, 28 grudnia 2019

Żart, który stał się legendą. Pogrzebacz Wittgensteina

Koniec roku to czas na wspominki. Ja odgrzebałam tekst sprzed prawie 10 lat, opisujący historię, która żyje własnym życiem ;)


---------
25 październik 1946 roku, Klub Nauk Moralnych Uniwersytetu Cambridge. Jedno z regularnych zebrań filozofów i studentów filozofii. Zaproszonym prelegentem był Karl Popper, który przybył z Londynu aby wygłosić referat pt. „Czy istnieją problemy filozoficzne?” Na sali znajdował się przewodniczący klubu – Ludwig Wittgenstein, już wtedy uważany za najbardziej błyskotliwego filozofa swoich czasów oraz Bertrand Russell – powszechnie znany jako wojujący polemista.
Był to jedyny przypadek kiedy ci trzej filozofowie znaleźli się w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Do dziś nie udało się ustalić co się wtedy właściwie wydarzyło. Doszło do burzliwej wymiany zdań między Popperem a Wittgensteinem na temat podstawowej natury filozofii. Popper uważał, że istnieją prawdziwe problemy filozoficzne, natomiast Wittgenstein, że tylko zagadki. Spór ten obrósł legendą.
Szczegółowa relację tego wydarzenia można odnaleźć w autobiografii Poppera Unended Quest: An Intelectual Autobiography (Nieustanne poszukiwania: autobiografia intelektualna, Znak 1997). W tej wersji wydarzeń Popper przedstawił wiele rzeczywistych problemów filozoficznych. Wittgenstein potępiał wszystkie przy czym „nerwowo bawił się pogrzebaczem”, którym wymachiwał „niczym dyrygent batutą dla podkreślania swoich twierdzeń”. Gdy wyłoniła się kwestia zasad moralnych, Wittgenstein zażądał konkretnego przykładu. „Odpowiedziałem: <<Nie grozić pogrzebaczami zaproszonym prelegentom>>. W następstwie rozwścieczony Wittgenstein odrzucił pogrzebacz i wypadł jak burza z sali, trzaskając za sobą drzwiami.”
Na tym się jednak nie skończyło. Po śmierci Poppera, autorzy pośmiertnych wspomnień wykorzystali tę opowiastkę. Mniej więcej trzy lata później opisano ją w rozprawie naukowej na temat Poppera w Akademii Brytyjskiej. Wszędzie została dosłownie przytoczona relacja Poppera, łącznie z błędną datą owego wydarzenia (26 a nie 25 października). Pojawiło się wiele protestów skoncentrowanych na osobie Johna Watkinsa – autora rozprawy i zastępcy Poppera w London School of Economics.
Zwolennik Wittgensteina, profesor Peter Geach, nazwał Popperowską relację „kłamliwą od początku do końca”. Kiedy do polemiki dołączyli inni świadkowie, wywiązała się gwałtowna korespondencja.
Ludzie zajmujący się na co dzień zagadnieniami epistemologicznymi wdali się w zażartą dyskusję na temat kilkunastominutowego wydarzenia. Mało która biografia zarówno Poppera jak i Wittgensteina nie zawiera ubarwionej wersji tej historii. Stała się ona swoistym mitem przesyconym symboliką: charyzmatyczny twardogłowy logik grożący pogrzebaczem niepozornemu filozofowi. Jeden gest, zjadliwy dowcip, metalowy pręt.
Według jednych wersji Wittgenstein nerwowo wymachuje pogrzebaczem, według innych upuszcza go uprzednio siadłszy na krześle, według jeszcze innych wściekle wymachuje nim przed twarzą Poppera. Pogrzebacz jest: to rozżarzony – to zimny. Wittgenstein opuszcza pokój po uwadze Poppera „nie grozić pogrzebaczami zaproszonym prelegentom” lub zdecydowanie przed nią. Wychodzi raz gwałtownie trzaskając drzwiami, raz spokojnie.
Co się właściwie zdarzyło i jaki miało to wpływ na dzieje filozofii? Czasem mówi się, że był to w pewnym sensie triumf Poppera. Że tak dobitnie udowodnił swoje twierdzenia, że Wittgenstein nie miał już nic do dodania, a wyszedł rozwścieczony dlatego, że ktoś zbił jego argumenty. Patrząc na to z innej strony, przewodniczący Klubu Nauk Moralnych mógł uznać uwagi Poppera za bezsensowne do tego stopnia, że nie watro było się z nimi spierać. Wyszedł gwałtownie, bo tak miał w zwyczaju. Członkowie klubu stwierdzili, że mało kiedy opuszczał salę bezgłośnie. Czy ma to zatem jakiekolwiek znaczenie?
Czasem mówi się, że wydarzenie z pogrzebaczem stało się symbolem „nieustępliwej żarliwości (…) dwóch ludzi w ich dążeniu do znalezienia właściwych odpowiedzi na wielkie pytania.” Gwałtowna wymiana zdań została uwieńczona zdecydowanym gestem. Ale czy została naprawdę? Tego możemy się tylko domyślać.
A co się stało z samym pogrzebaczem? Wiele osób próbowało go odnaleźć. Z marnym skutkiem. Jedna z relacji głosi, że Richard Braithwaite wyrzucił go, aby uniknąć tym samym wścibstwa naukowców i dziennikarzy.
Czy powinniśmy wyciągnąć z tego jakieś wnioski? Jakiś morał? Opisując biografie znanych osób czasem zwracamy uwagę na mało istotne wydarzenia. Wręcz takie, które niczego nie wniosły poza kilkoma pogłoskami. Takie, które były po prostu żartem, gestem czy słowem wypowiedzianym mimochodem.
To do nich, myślę, zaliczyć należy historię z pogrzebaczem. Warto ją potraktować jako pewien rodzaj żartu. Żartu, który rozumieją wyłącznie ludzie o specyficznym poczuciu humoru. Bo co może znaczyć wygrażanie komuś pogrzebaczem? Walkę na śmierć i życie? Groźbę? Wittgenstein chciał wyleczyć niektórych ludzi pokazując im, że to czym oni się zajmują, to jedynie zagadki, nie warte zachodu. Inne problemy rozwiązał analizując język potoczny. Miał przy tym wszystkim szczere intencje, ale nie sądzę by mogło się to stać źródłem agresywnych zachowań z jego strony.
Żart potraktowany obrasta legendą. Tak się stało i w tym przypadku. Doszukiwano się w tym drugiego i trzeciego dna, dopisywano złożoną symbolikę. A to tylko metalowy pręt, który został użyty przy gwałtownej gestykulacji. Pogrzebacz Wittgensteina.




Relacja wydarzenia i cytaty: D. Edmonds, J. Eidinow, Pogrzebacz Wittgensteina, przeł. L. Niedzielski, Warszawa 2002

wtorek, 24 grudnia 2019

Wiara w zaufaniu



Znam ludzi, z którymi dzielę przekonania religijne, choć życie pokazuje, że daleko nam do siebie w kwestii duchowości. Znam również takich, którzy z pozoru przyjmują inny światopogląd, a w czynach są bliżej tego, do czego dążę, niż ktokolwiek inny, kogo znam.

Możemy wierzyć inaczej, możemy co innego przyjmować.

I inaczej możemy rozumieć, czym jest „wiara”.

Można uznać to za deklarację. Można uznać to za obraz świata. Można uznać to za system moralny.

Dla mnie wiara nie istnieje bez zaufania. Co więcej, to w zaufaniu się rodzi.
I odradza, kiedykolwiek tego potrzebuje.

A czym dla Ciebie jest wiara?


wtorek, 17 grudnia 2019

Podziękuj głowie

Nosi w sobie myśli, emocje, wyobrażenia. Zawdzięczasz jej wyobraźnię i refleksyjność. Pamięta tyle ważnych słów.

A tak wielu chciałoby ją odciąć.



Co więcej, niektórzy do tego namawiają. Mówią, żeby ją odciąć, żeby skupić się na doznaniach z ciała i intuicji.

Jeśli chcesz słuchać ciała – wspaniale!

Tyle, że głowa to też ciało.

Ciało czuje emocje. Ciało pamięta. Ciało daje ważne sygnały.

Głowa to też ciało. Też ma w tym swój niemały udział.

Nosi zamartwianie się, ciągłe powroty do wydarzeń, które skończyły się nie tak, jak powinny, kłopoty bliskich i nasze.

Może warto jej dziś za to podziękować?


sobota, 14 grudnia 2019

Odczarowany wstyd

Bywa, że „bezwstydny” uznaje się za obelgę. Choć chyba już coraz rzadziej. Częściej wstyd jest tym, co nie jest mile widziane. Bo nie ma sensu, żeby mieć tematy tabu, żeby jakiś rodzaj ekspresji został zablokowany. Więc wstydu należy się...wstydzić. Zablokować. Wyprzeć.



To trochę tak, jakby chcieć wyciąć część siebie. Czy ważną? Warto się zastanowić.

Może pojawić się z poczuciem ściśnięcia, może z gulą w gardle. Może objawić się poczuciem bycia gorszym, niewystarczającym by robić coś, co robimy, czy być w relacji w jakiej jesteśmy. Może być w myśli: ‘nie mogę być tym, kim jestem’. Ogarnia całego człowieka, może podcinać nogi i ucinać skrzydła.

Czy to trudne? Bardzo. Czy ważne? Zdecydowanie.

Delikatny wstyd mówi coś ważnego. Silny – jeszcze ważniejszego. Coś o nas, coś o otoczeniu, coś o ludziach z którymi przebywamy. Co dokładnie? Dokładniej się dowiemy wsłuchując się w niego.

Ale nie powie nam tego, jeśli się go wyprzemy.


wtorek, 10 grudnia 2019

Jesień dnia

Ten moment, kiedy lekko opadasz. Kiedy wchodzisz w dolinkę i lekko się kulisz. Czasem pojawia się o 10:30, czasem o 17:00. Często po obiedzie, kiedy enzymy próbują cię przekonać do drzemki, a ty je siłą blokujesz kolejną kawą.
 
Przychodzi ze zmęczeniem, przychodzi ze smutkiem, przychodzi z melancholią. 




Przypomina, że po ciepłym lecie przychodzi chłodniejsza i ciemniejsza jesień. Przypomina, że w ciągu dnia jest miejsce na radości i smutki.

I przygotowuje do zimy, która może stać się groźna i może stać się piękna. Która może stać się złością, może stać się zamknięciem.

I przypomina o wiośnie, bo kiedyś drzewa, z których zbieramy o tej porze dnia owoce musiały mieć swoje pąki. Taką swoją własną nadzieję.

Słota jesienna może przygnębiać. Jednak to przygnębienie nie musi trwać wiecznie.

Ono też mija. Jak jesień.

sobota, 7 grudnia 2019

Otul serce

Empatia dla siebie.




To określenie słyszałam wielokrotnie w trakcie warsztatów z porozumienia bez przemocy. Przyszłam na nie z chęcią lepszego komunikowania się z innymi.

Wyszłam ze świadomością, że brakuje mi umiejętności bycia empatyczną dla samej siebie. I że bez tego trudno w dobry sposób być z innymi. Bo gdy nie umiem powiedzieć „nie”, to moje „tak” nie zawsze jest uczciwe. Bo gdy nie troszczę się o siebie, mogę się wyniszczać lub oczekiwać że inni powinni o mnie zadbać. Bo prośba o pomoc, gdy czegoś potrzebuję, to też empatia dla siebie.

Gdy jestem empatyczna dla siebie, to łatwiej usłyszeć mi cudze „nie”.

Gdy jestem empatyczna dla siebie, łatwiej mi sobie wybaczać.

Gdy jestem empatyczna dla siebie, bardziej jestem dla siebie człowiekiem.


I bardziej jestem człowiekiem dla innych.

wtorek, 3 grudnia 2019

Nie zasłonisz agresji.

Każdy ją ma.

Od jednych aż nią kipi.

Inni zamknęli jej drzwi, ale ona wyskakuje oknem tłukąc szyby.

Albo zamurowali – i mierzą się z wewnętrzną erupcją, bo wtedy wybucha jak wulkan.

Tak, to też nasza część – agresja.




To siła, która ma w sobie wielką moc. Mówi stop. Broni, gdy rośnie lęk. Reaguje, bo chce chronić.


To siła, która źle ukierunkowana może wiele zniszczyć.

To siła, która schowana – niszczy nas i zamienia się w bierną agresję.

To siła, która zamknięta w zbroi słów może kroić godność człowieka.


Ona chce dobrze. Ale nie jest w stanie zniknąć. Chce współpracować w dobrym.


Czy my tego chcemy?



Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...