sobota, 30 maja 2020

Co robić, żeby NIE pisać?

Poradników o pisaniu jest wiele. Dziś podam kilka innych rad – gdy się do nich zastosujesz, to najprawdopodobniej nie zasiądziesz do pisania, a jeśli już do tego dojdzie, to nie dokończysz swojej pracy. Chcesz spróbować?

1) Uwierz w to, że do pisania się nie nadajesz. Że inni są bardziej utalentowani, że w porównaniu do innych (kimkolwiek są ci „inni”) masz mniejsze umiejętności, nieodpowiednie dla pisarza cechy charakteru, niewystarczająco dobrze organizujesz czas pracy. Wydaje Ci się, że pisarz to introwertyk, a Ty bardzo lubisz ludzi? Idealny motyw. A może sądzisz, że przy pisaniu powinno się kipieć pewnością siebie, a Ty ledwo wychodzisz z domu? Wspaniale! Takie myślenie najprawdopodobniej uniemożliwi Ci wyjęcie kartki czy otworzenie pustego pliku. Jeśli natomiast Ci się to uda…

2) Usiądź przed kartką lub plikiem i postaw sobie bardzo ambitny cel: „napiszę bestseller/ post, który zdobędzie miliard wyświetleń/ scenariusz, dzięki któremu wygram w konkursie”. Już teraz, bez przygotowania, bez zdobycia warsztatu. Bo przecież uważasz, że prawdziwy talent powstaje samoczynnie i nie potrzebuje lat treningu. To nic, że historia wielu wybitnych twórców pokazuje, że musieli oni przejść długą drogę, zanim stworzyli coś wielkiego. Ty wiesz lepiej. Zaczęłaś/ zacząłeś jednak pisać? W takim razie…

3) Odkładaj pisanie na nieokreślone jutro. Nie wyznaczaj żadnej organizacji pracy, nie dbaj o warunki otoczenia. Czekaj na wenę, która mogłaby Cię poprowadzić w tajemniczym procesie twórczym, licz na to, że flow przyjdzie samo. Albo wręcz przeciwnie – wyznacz ostro godziny pisania i nie pisz w innym czasie. Otworzył Ci się nowy wątek, a Ty mogłabyś/ mógłbyś przesunąć inne plany? Zapomnij - wyznaczone było pół godziny dziennie i tyle. Zamknij pisanie, choćby wątek miał uciec i się nigdy nie pojawić. Przecież to Ty masz służyć swoim planom pisarskim, a nie plany Tobie, prawda? Mimo tej rady dalej piszesz? Nic straconego - jeszcze możesz tego nie dokończyć. Z pomocą przyjdzie…

4) Perfekcjonizm. Szlifuj każde zdanie, zmieniaj opisy/ dialogi/ styl. Absolutnie nie proś nikogo o opinię, bo przecież oni się nie znają, sam(a) potrafisz to ocenić. Zwłaszcza, jeśli chcesz ocenić swoje dzieło jako nieidealne i niewystarczające do tego, by mogli je przeczytać inni. Trzymaj je latami na dysku albo w szufladzie. Najlepiej tak schowane, żeby nikt go przypadkiem nie odkrył, póki nie będzie idealne. I licz na to, że kiedyś będzie.

5) Ta prosta i skuteczna rada pomoże Ci w spełnieniu każdej z powyższych: nie dbaj o siebie. Zapomnij o tym, co w Tobie dobre, nie zważaj na to, że nad wadami dobrze jest pracować, a pozytywne cechy rozwijać. Uznaj, że skoro do tej pory nie stworzyłaś/eś nic wyjątkowego, to już tak będzie. Bo po co się zmieniać, rozwijać, dbać o siebie? Żeby być szczęśliwym Żeby dać coś innym? Żeby zacząć dostrzegać, ile każdego dnia dostajesz i przekazywać to dalej? A może, żeby zacząć pisać? Po co? Przecież wcale pisać nie chcesz.

Może czytałaś/eś moje słowa ze zdziwieniem. A może odnalazłaś/eś w nich swoje zachowania. Nie zamierzałam Cię blokować, czy przekonywać, że powinnaś/powinieneś porzucić pisanie. Wręcz przeciwnie. Ale jeśli chcesz, a coś Ci przeszkadza, to może jest to któryś z punktów z mojej listy? Takie źródła blokad pisarskich warto odkrywać, nazywać i przezwyciężać. Oczywiście, jeśli chcesz pisać. Bo jeśli nie chcesz – możesz nie chcieć. Każdy przecież ma wpływ na swoją drogę :)




wtorek, 26 maja 2020

Obrzydzenie przesłodzeniem

Nie będzie tu prze-miłych słów. Właśnie je zwymiotowałam. Niby weszły uchem, niby zaczęłam się nimi karmić, bo szukałam w nich czegoś dobrego. Zawsze szukam. I czasem mnie to gubi.

Czasem gubi, bo drugi człowiek może chcieć jedynie coś wyrzucić z siebie. A po co jeść cudze wymiociny? :)

Czasem gubi, bo w wypowiedzi nie słowa są ważne, a przekaz, który pod nimi stoi. Wtedy słowa są jak ładna maska, a cała wypowiedź jak warczący niedźwiedź. Wsłuchując się zbyt mocno w takie słowa zachowuję się, jakbym głaskała takiego niedźwiedzia po masce. A potem dziwię się, że odchodzę z rozmowy pokiereszowana ;(

Czasem to gubi, bo ufam dobrej intencji i potencjalnej głębi słów. Ufam, bo doświadczyłam rozmów z ludźmi, których można określić słowami „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Ufam, bo słyszałam zdania, które nie miały nic wspólnego z moim życiem, a jednak wprowadziły w nie coś nowego – przez jedno słowo.

Tylko, że czasem to gubi. Bo przyjmuję je i selekcjonuję dopiero po przyjęciu. Więc bywa, że skutkują emocjonalną niestrawnością i alergią na przysłonięte poniżanie.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią odsiać słowa, które szkodzą, zanim je przyjmą. Swojego sposobu na to wciąż szukam.

Szczególnie na słowa, które wyglądają pięknie, a są zatrutym ciastkiem.






sobota, 23 maja 2020

Jestem zadaniem, które obwiniasz...

Takim zadaniem, które chcesz odhaczyć z poczucia przyzwoitości.

Bo coś zobowiązuje, coś skłania do obietnicy, przytrzymuje póki tego nie zrobisz.

Nie umiesz przyznać, że teraz chcesz powiedzieć „nie” mimo że wczoraj było „na tak”.

Nie godzisz się na to, żeby zmienić zdanie.

Nie chcesz zawieść kogoś i zawieść siebie. A raczej swojego poczucia przyzwoitości.

Właśnie...poczucia przyzwoitości.



Męczysz się z powracającymi myślami napędzającymi poczucie winy, które będziesz czuć, jeśli mnie nie wykonasz.

Jednocześnie obwiniasz mnie, odrzucasz myśli i oskarżasz poczucie winy za to, że jest.

Ale poczucia przyzwoitości nie ruszasz, mimo że to jedynie poczucie. Czasem zgodnie z prawdą, czasem nie.

Ale po co je kwestionować, skoro możesz podkopać mnie, czyli zadanie wybrane do wykonania?

wtorek, 19 maja 2020

Widzieć przez mury

Widzę przez mury. Widzę przez maski. Przenikam przez ściany – także te ze styropianu i z waty. One zwykle wyglądają na mega solidne, a rozsypują się, gdy je dotkniesz. Zwykle kolejną warstwą jest zamieć, która ma zniechęcić przed spotkaniem się z tym, co przykrywała ta fasada.

Właśnie dlatego wolę patrzeć. Widzieć to, co w człowieku jest ukryte. Co piękne i schowane. Ze strachu by nikt tego nie zniszczył.

Żałuję, że ten blask nie może jaśniej świecić. Czasem szepczę takiej osobie, by jej ochrony zelżały. Albo żeby je zmieniła na takie, które pomogą bardziej żyć.

Większość jednak nie słucha.

Pozostaje mi patrzeć na ich piękno wewnętrzne.

Przez mury, maski i ściany.

I cieszyć się, że jest.

Jak myślisz, kim jestem?


sobota, 16 maja 2020

Maska pod maską

Ja nie jestem utkana z bawełny ani lnu. Nie mam też filtra węglowego.

Jestem za to z Tobą na stałe.

Chronię… przed czym ja chronię? Pewnie przed zobaczeniem przez innych Twojego bólu. Przed dojrzeniem przez Ciebie swojej historii. Przed przyznaniem, że dotyczy Cię to, o czym myślisz, że Cię nie dotyczy.

Jestem wizerunkiem, który pokazujesz światu, bo chcesz by widział Cię w wyobrażony przez Ciebie sposób. Jestem wyobrażeniem Ciebie o sobie i innych o Tobie. Jestem przyswojoną od dawna myślą „jak cię widzą, tak cię piszą”.

Wielu się ze mną skleiło w taki sposób, że jestem ich integralną częścią jak płuca i serce.

Niektórzy próbują mnie zdjąć lub ze mną walczą.

No i kończą z krótkim rękawkiem na psychologicznym mrozie otoczenia wmawiając sobie, że nie jest im zimno.

Potem wracają, przepraszają i obiecują nie zdejmować.

A przecież można mnie zdjąć i założyć. Można uprać, pocerować i wyhaftować. Można się o mnie zatroszczyć po prostu mnie zauważając. Nie przyklejając się do mnie ani nie odrzucając, ale po prostu widząc.

Widzę cię” to najpiękniejsze słowa, jakie mogłabym usłyszeć.

To ja – Twoja Osobista Maska.



wtorek, 12 maja 2020

Nie do końca na nowo.

Przyroda się odradza.

Przeczytałam dziś, że dobrze by było brać z niej przykład. Że można zacząć na nowo.

I pomyślałam o tych drzewach na spalonej ziemi, które już nie wypuszczą pąków.

I o tych na ziemi żyznej, które wypuszczą właśnie dlatego, że mają warunki do rozkwitu.



Mają je nie od wczoraj i nie od dziś. Od momentu, gdy były ziarnem do dziś – sporo czasu minęło.

Więc nie zaczynają na nowo, nie przekreślają i nie zapominają tego, co było.

Mają po prostu inny etap.

Odradzania. Albo po prostu trwania.




sobota, 9 maja 2020

Twój głos jest ważny.

I nie mówię tu o wyborach państwowych raz na kilka lat.

Mówię o Twoim głosie – osobistym, niepowtarzalnym, oryginalnym.


W moich postach głosy wypowiadają różne elementy świata.

Dziś chcę Cię zaprosić do wsłuchania się w swój.

Usiądź w miejscu, gdzie czujesz się bezpiecznie.

Weź spokojny oddech.

I zacznij mówić. Na głos.

Pobądź ze swoim głosem.



Bo on jest ważny.



wtorek, 5 maja 2020

Powrót do normalności gonitwy

Powrót do normalności. Zwrot, który pojawia się od dwóch miesięcy w wielu miejscach.
Wróciłam do szkicu postu pisanego ponad pół roku temu. I zastanowiło mnie ile osób pragnie powrotu do normalności, która była gonitwą.

Jestem z tym pytaniem i oddaję tamten szkic. Obraz z tego szkicu można namalować – każdy swój.


Szybciej, sprawniej, więcej. Każdy na suplementach i w intensywnej terapii. Bo zawsze jest tak, że jeśli ma być lepiej, to musi być wcześniej gorzej. Dlatego po dziesięciu godzinach pracy intensywne bieganie albo inne cardio. W międzyczasie smoothie ze spiruliną, bo przecież musi być detoks i przez najbliższy tydzień trzeba żyć o chlebie i soli.

Ale żeby nie być takim hardcorem jak ci, którzy w trakcie takiego detoksu plują żółcią i nie idą do lekarza przekonani, że tak ma być. Lepiej iść, bo może nam grozić półroczny urlop zdrowotny. Ile szkoleń i warsztatów można wtedy ominąć?! Wypaść z obiegu. I z pamięci współpracowników, którzy nie zaśmiecają sobie głowy zbędnymi informacjami.

Przerysowane? Zapewne tak. Ale ile w nas jest takiej gonitwy? 

 


sobota, 2 maja 2020

Głos iluzji: wszystko stracone

Jestem siostrą iluzji „wszystko będzie dobrze”. Tak między nami – to moja siostra bliźniaczka. Pozazdrościłam jej, że mogła się wypowiedzieć publicznie.



Czy jesteśmy podobne, pytacie. I tak i nie.

Obie mówimy „wszystko albo nic”. No i mówimy o tym „wszystkim”, bo przecież „nic” nie istnieje. Logiczne, nie?

Tylko, że ona wybrała zajmowanie się tym, czego nie ma i nie było – przyszłością. Dla mnie to bez sensu, bo przecież jest co jest i było co było. No a że nie zmienia się, to pewnie nie zmieni. I że strata była – to już wszystko stracone.

Takie jesteśmy – nie owijamy w bawełnę.

Ale żeby nie było – nie musisz nas karmić i trzymać w swojej głowie. Umiemy przeskakiwać między głowami i zawsze znajdziemy sobie miejsce.

I czy zagościmy w Twojej głowie – zależy od Ciebie.

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...