Zapukało
do mnie, a ja chyba nie zauważyłam, kiedy otworzyłam drzwi. Stało
się to jakoś mimochodem, może w jakimś odruchu życzliwości.
Weszło i popatrzyło dookoła. Zobaczyło, że jestem tuż po
kilkudniowej służbowej podróży, po próbach współpracy z
młodymi nastolatkami, w okresie w którym czuję wypalenie
niektórymi z dotychczasowych zajęć. Dołączyło do mnie, gdy
leżałam wpatrując się w chmury za oknem. Od pewnego czasu to
jedno z moich ulubionych zajęć. Leżało i słuchało moich myśli.
Kilku marzeń, garści niezrealizowanych pragnień, lekkiej
niepewności, czy uda się pokierować przyszłością, tak by
spotkały się one z realnością. Wpatrzyło się w podskakujące
serce, wiecznie drżące dłonie i ugięte kolana. Powiedziało
tylko, że jest. Że ma na imię Smutkozmęczenie i że towarzyszy mi
w takich chwilach. A ja przyjęłam je do siebie i tak sobie leżymy.
sobota, 14 września 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”
Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...
-
Zapukało do mnie, a ja chyba nie zauważyłam, kiedy otworzyłam drzwi. Stało się to jakoś mimochodem, może w jakimś odruchu życzliwości. Wesz...
-
Wielu to czuje. Nieliczni zauważają, że może niepokoić. Niewielu nazywa. A jednak licznych dotyka. Lęk przed… nieznanym...
-
Wiele słyszę o sobie. Zdaje się, że stałam się modna. Nazywają mnie „tu i teraz” choć bardziej lubię imię Teraźniejszość. Fajnie, ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz