Strach? Tego nie ma w moim słowniku. Ilekroć pojawi się w Twojej głowie, ja go spycham.
Gdzie spycham? Nie wiem. Mówicie, że ten strach nie znika, tylko zostaje w ciele? To już nie mój problem.
Przecież ja jestem siłaczką, wyobrażeniem, że mogę wszystko, że mnie nic nie grozi. Ja nie mam się czego bać, raczej należy bać się mnie.
Czy zostaję z tym sama? To dla mnie normalne.
A co się staje z człowiekiem, który mi bezgranicznie wierzy?
Czasem też zostaje sam.
Bo ja wtedy też od niego uciekam.
Co z nim się wtedy dzieje? Mówicie, że ten strach wtedy do niego dociera i przeżywa załamanie?
Możliwe, ale sam chciał mi wierzyć, więc sam musi sobie z tym strachem poradzić.
Nie tego chciał?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz