Kochany Smutku,
dziękuję Ci, że jesteś. Ratujesz mnie – Ty to wiesz, a ja dopiero zaczynam to dostrzegać. Ty pierwszy dostrzegłeś niebezpieczeństwo, które wzrastało razem z Gniewem we mnie. Nie zanegowałeś tego Gniewu. Wiesz skąd pochodzi i co wyraża. Przyjąłeś go.
Jednocześnie dałeś ukojenie i nie pozwoliłeś na to, by w mojej głowie wybuchł pożar. Ciśnienie rosło, uwaga szalała na wszystkie strony, możliwość zajęcia się tym na co mogę mieć wpływ – spadła w ciemną otchłań.
A Ty, Smutku, przyszedłeś. Jak chłodzący deszcz. Nie pozwoliłeś mi uciec od rzeczywistości, nawet do głowy, bo wiedziałeś, że to mi nie służy. Pomogłeś mi być – tu gdzie jestem i mimo tego, co dzieje się wokół. Pozwoliłeś mi być i dalej oddychać.
Doceniam Cię jeszcze bardziej.
Doceniam też pracę jaką w sobie wykonuję, bym móc pomieścić i Gniew i Smutek i wszystko inne, co przychodzi. Moją Głowę i Ciało, które potrafią to godzić w tajemniczy dla mnie sposób. I serce, które jest w stanie się goić…
Ty mu Mój Smutku pomagasz.
Dziękuję…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz