sobota, 28 września 2019

Zabawa z Cieniem?

Uciekam od Ciebie, a Ty mnie gonisz. Zabawa w kotka i myszkę? No nie wiem, nie mogę się nigdzie schować. Choć w sumie nie ma Cię tam gdzie jest tylko ciemność, gdzie nie ma żadnego odblasku światła. Chowam się w dziurze, żeby uciec od Ciebie. Żebyś się ode mnie odczepił.

Ale jesteś cierpliwy. To chyba Twoja charakterystyczna cecha, że nie opuszczasz, nawet gdy Ciebie chcemy się pozbyć. 




Ciekawe jest to, że towarzyszysz światłu. I znikasz wtedy, gdy światła nie ma. Może dlatego niektórzy zagrzebują się w dziurach i nie chcą z nich wyjść? Tracąc Ciebie – tracą światło.

Chciałabym się móc z Tobą bawić inaczej. Tak żeby w tym była ciekawość, a nie lęk. Tylko nie umiem.

Nauczysz mnie? Chciałabym się z Tobą zaprzyjaźnić – Mój Cieniu.

wtorek, 24 września 2019

Ucieczka od podróży?

Nie wiem do końca, jak działam. Mimo że jestem mapą. Taką naścienną, na której właściciele zaznaczają, gdzie już byli, a gdzie chcą pojechać. Dotychczas rozumiałam, jak działam. Żółte miejsca były odwiedzone, niebieskie – do odwiedzenia. Pojawiały się nowe przypinki, odchodziły stare. I tak się zmieniałam, ładniałam, kolorowałam.

Chyba pewnego dnia przysnęłam, bo gdy się obudziłam, to na mnie nic się nie zmieniło, a wokół mnie- tak. Świeże kwiaty na stole zmieniły się w bukiet liści, na półce zamiast muszli wylegują się kasztany. Tylko u mnie jakoś dziwnie bez zmian. A przecież zmiana to coś, co dla mnie było stałe.

Widać zmiana też się zmienia. Tak jak ja ze ściennej mapy zmieniam się w mały globus. Z marzeń o podróżach zmieniam się we wspomnienia podróży. Chyba właściciele postanowili od nich uciec. Tylko gdzie tym razem uciekli, jak nie w podróż?


sobota, 21 września 2019

Nasze powinności świata

Konferencja naukowa. Wykład rozpoczynający – profesor, kobieta w zaawansowanej ciąży. Myślę sobie: „Wow! Ale super!” A potem: „Czemu mnie to w ogóle zaskakuje? Pozytywnie, ale jednak zaskakuje. Nie tak powinno to wyglądać. Nie tak powinno być.”


Dowiaduję się, że wychowawcą klasy 1 w szkole podstawowej jest mężczyzna. Cieszę się i myślę, że to wspaniale, bo co jakiś czas słyszę, że podejrzliwość wobec mężczyzn uczących dzieci dalej jest obecna. Ale znowu – krytycznie oceniam to moje zdziwienie. Bo ono pokazuje, że dalej mam w głowie obraz tego, gdzie kobieta i mężczyzna może być w tym świecie. Nawet jeśli mój obraz jest zaprzeczeniem pewnych stereotypów i staraniem o to, żeby z nich wyjść. To dalej ta wizja w nim jest.





Dalej mam w głowie powinności względem tego, jak świat powinien wyglądać. Że powinien wychodzić poza stare schematy, że powinien patrzeć, czy dany zwyczaj ma jakieś uzasadnienie, czy tylko jest spróchniałym drewnem, które ciągle lakierujemy, żeby jakoś wyglądało. Albo na tyle odbijało światło, żeby nie dało się na nie patrzeć.


Tylko, że to dalej nakładanie na świat jakiejś powinności. Dalej nadawaniem ram, w których moim zdaniem powinien istnieć. Może jednak to pozytywne zdziwienie nie było takie złe? Czy dziwiłabym się widokiem starszego profesora na tamtym wykładzie. Pewnie nie, a może i wtedy to zdziwienie byłoby na miejscu, bo widziałabym wtedy to, co ma w sobie niepowtarzalnego? Tak samo, jak mogłabym zobaczyć niepowtarzalność w wychowawczyni nauczania wczesnoszkolnego. Bo przecież byłaby inną kobietą niż te, które spotkałam do tej pory.


Wracają mi do moich myśli słowa Gombrowicza, że nie da się uciec od gęby inaczej, jak w inną gębę. Być może od schematów i powinności też nie ucieknę. Stworzę schemat albo swoją powinność świata. Ucieknę od nich, ale one ode mnie nie. Na szczęście zdziwienie też przy mnie pozostaje.


wtorek, 17 września 2019

Wiersz "Serce"

Jabłoń życia
Od prawej do lewej

Kwiaty rozsiewa
Kwiaty roznosi
O kwiaty prosi

Jabłko dojrzewa
Spada na drogę
Życie daje
Ktoś na nim staje
Życia nie dostaje

Drzewo karmi
But depcze
I narzeka, że głodny.


pisane: 2008 rok





sobota, 14 września 2019

Smutkozmęczenie

Zapukało do mnie, a ja chyba nie zauważyłam, kiedy otworzyłam drzwi. Stało się to jakoś mimochodem, może w jakimś odruchu życzliwości. Weszło i popatrzyło dookoła. Zobaczyło, że jestem tuż po kilkudniowej służbowej podróży, po próbach współpracy z młodymi nastolatkami, w okresie w którym czuję wypalenie niektórymi z dotychczasowych zajęć. Dołączyło do mnie, gdy leżałam wpatrując się w chmury za oknem. Od pewnego czasu to jedno z moich ulubionych zajęć. Leżało i słuchało moich myśli. Kilku marzeń, garści niezrealizowanych pragnień, lekkiej niepewności, czy uda się pokierować przyszłością, tak by spotkały się one z realnością. Wpatrzyło się w podskakujące serce, wiecznie drżące dłonie i ugięte kolana. Powiedziało tylko, że jest. Że ma na imię Smutkozmęczenie i że towarzyszy mi w takich chwilach. A ja przyjęłam je do siebie i tak sobie leżymy. 


wtorek, 10 września 2019

List młodszej mnie o filozofii

Byłam w liceum.

Znajoma powiedziała, że planuje studiować filozofię. Zareagowałam standardowym "a co będziesz po tym robić?", odpowiedziała mocno i wybiła mnie z ówczesnego sposobu myślenia. Dwa lata później składałam dokumenty w tym samym instytucie.

W wakacje odwiedziłam Gdańsk, akurat rozpoczynał się Jarmark Dominikański. W jednym miejscu usiadł mężczyzna w kolorowych ubraniach z kartką "jestem filozofem". I siedział. Skrzywiłam się. Dziś dalej się krzywię na to wspomnienie. Wyglądam trochę inaczej niż on. Czasem też słyszę, że nie wyglądam na filozofa. Za to myślenie mam filozoficzne. I szlifuję je dalej.

Filozofia nie była moim marzeniem, ale zdecydowałam się po maturze dać jej szansę. Po roku studiowania napisałam do czasopisma "Fragile" poniższy tekst. Dziś pewnie byłby trochę inny, może dopracowany stylistycznie. Ale dalej go lubię, jest dla mnie jak list młodszej mnie. Dzielę się z nim również z Wami.


Powszechne o filozofii mniemanie
Filozofia. Słowo często spotykane na co dzień, w różnych kontekstach. Wyrażenia typu: „zrobienie tego, to żadna filozofia”, czy „to proste, tu nie ma żadnej filozofii” już dawno weszły do naszego języka. Ludzie używają tego słowa tak naprawdę nic o nim nie wiedząc. Zwykle mając błędne mniemanie co do jego znaczenia, nie dbają o to, czy ich wypowiedź ma jakikolwiek związek z filozofią.
Gdy zaczynają myśleć konkretniej o filozofii, nie jedynie jako dodatku do „mądrej” wypowiedzi, popełniają błąd innej natury. Powtarzają znane sentencje, nie zastanawiając się nad kontekstem ich wypowiedzenia, razi ich sprzeczność wypowiedzi presokratyków,
na których zwykle kończą swoją edukację filozoficzną, wyrażają niechęć i politowanie dla osób, którzy zagłębiają się w dzieła filozoficzne i (o zgrozo!) postanawiają studiować tę dziedzinę wiedzy.
Mało kto z nich wie, jaką wagę miało dla Kartezjusza dojście do stwierdzenia: „Myślę, więc jestem”. Mało kto widzi ironię i znaczenie słów Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Mało. A ilu jest takich, którzy korzystają z tych sentencji? Którzy interpretują je na swój własny sposób, często nawet nie wiedząc, kto jest ich autorem? Widzą tylko zlepek słów,
nie mających głębszego znaczenia w życiu. I tak też pojmują filozofię.
„Filozofia narodziła się ze zdziwienia”, jak to powiedział Arystoteles, nie bez powodu zwany Filozofem przed duże „F”. Zdziwienie leży w ludzkiej naturze. Człowiek od wieków zastanawiał się nad rzeczywistością i nierzeczywistością, nad tym co jest, czego nie ma, dlaczego tak się dzieje i czemu nie inaczej. Zadawał wiele pytań. Dawał odpowiedzi. Nie każde z nich było zalążkiem filozofii, a było ich tyle, ilu pytających i odpowiadających. Powstawały wątpliwości, krytyka, polemika, eklektyzm i przewartościowania pojęć.
Dziś jest inaczej. Zmienili się ludzie, zmieniła się więc sama filozofia, która jest i była elastyczna. Choć niektórym ciężko jest ją zauważyć we współczesności. Wiążą ją jedynie
z przeszłością, z historią. To taka skamielina, którą niektórzy odkurzają dla własnego pożytku. Niepraktyczna i nieżyciowa. Tak się utarło.
O pewnych rzeczach się nie mówi – po prostu. Bo są zakazane, bo panuje zmowa milczenia, bo źle jest uważać inaczej. Bo jest tematem tabu. Uważam, że pojęcie tabu jest
o wiele szersze od tego, co myśli potoczny człowiek. Czy tabu rozumiane jako zakaz mówienia o narkomanii, alkoholizmie czy seksualności człowieka jest rzeczywiście prawdziwym tabu? Przecież obecnie mówią o tym prawie wszyscy. Takie tematy stają się swoistym anty-tabu. Unika się innych tematów, bo wskazane jest mówienie o czymś, co do tej pory sprawiało dużo problemów, a przymykano na to oko. Nie mówię że to jest złe. Ale zła jest skrajność. W ostatnim stuleciu zostało przełamanych wiele barier w tym co „należy” mówić, co „należy” myśleć. Niektórzy mówią, że zbyt wiele, że już nic nie da się dopowiedzieć, odkryć, ewentualnie można rozwijać.
Sęk w tym, że wtedy zapomina się o wielu istotnych sprawach, wiele się świadomie pomija. Mało się mówi np. o wartościach, bo dla wielu straciły jakiekolwiek znaczenie.
Nie mnie tu oceniać zjawiska społeczne i zachowanie ludzi. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że wciąż się o wielu sprawach nie mówi. Wciąż istnieją tematy tabu. Takim tematem tabu, według mnie, jest filozofia. Ludzie utarli sobie swoje zdanie na temat tej dziedziny wiedzy,
co doprowadziło do powszechnej na nie zgodności. W większości nie próbują go zweryfikować. Trzeba dużo siły i cech nonkonformisty, żeby spróbować chociaż pomyśleć inaczej o filozofii.
A tak naprawdę, jest ona bardziej życiowa niż jakakolwiek z nauk szczegółowych. Uczy tego, że cały czas nie odkryliśmy prawdy absolutnej. Że istnieje wiele poglądów, ale te słuszne, powinny być odpowiednio uargumentowane. Uczy w jaki sposób wyrażać swoje poglądy, jak przedstawiać je, by przekonać do nich innych. Jak uzyskać poparcie wśród swoich słuchaczy. I że trzeba szukać, szukać, i jeszcze raz szukać. A nawet jak się znajdzie coś, co uzna się za prawdziwe, nie można obstawać przy tym do końca. Trzeba pozostawić pewien margines niewiedzy, który może być uzupełniony na drodze przemyśleń, czy dyskusji z innymi ludźmi.
Piękne. Tylko nie każdy potrafi się na to zgodzić. Łatwiej jest uznać prawdę absolutną, zbiór twierdzeń i poglądów. Łatwiej stwierdzić, patrząc na gwiazdy filmowe,
czy polityków, że wartości nie istnieją. Że nie istnieje prawdziwa sztuka. Że nie da się właściwie rządzić państwem. Że słowa nic nie znaczą. Że człowiek, to tylko zbiór atomów, zwierzę kierowane pierwotnymi instynktami, zaopatrzone w szereg układów działających
w odpowiedni sposób. Łatwiej uznać, że filozofia jest nieżyciowa i niepraktyczna,
i przymknąć na nią oko. Łatwiej jest coś z góry odrzucić, niż zacząć to badać. Łatwiej - ale czy lepiej? Czy filozofia zasłużyła sobie na takie traktowanie?

sobota, 7 września 2019

W gąszczu poradników z cyklu „jak żyć?”



W przeciągu ostatnich kilku miesięcy Ania przeczytała kilkanaście książek motywacyjnych, szukając inspiracji i pomocy w podjęciu decyzji co do dalszej pracy. W obecnej czuła się jak w klatce, w której nie da się oddychać. Z jednej strony chciała z niej uciec, a z drugiej nie wiedziała, co innego mogłaby robić. Wszyscy w rodzinie zajmowali się tym samym, od lat. I wypominali jej, że wybrzydza wymieniając powody, które sprawiały, że czuła się z życiem coraz gorzej. Nie wiedziała, jak żyć inaczej, więc zrobiła to, co zwykle – szukała odpowiedzi w książkach. 



Były wśród nich takie, które mówiły, żeby się naprawiła. Czytała je z oburzeniem, bo przecież nie była popsutą maszyną. Zadziwiała ją różnorodność, a nawet sprzeczność porad. Jedne mówiły o byciu egoistą, a inne o uszczęśliwianiu innych. Były takie, które dawały instrukcje obsługi siebie i innych – toksycznych idiotów. Albo takie przedstawiające skarpetki jako posiadające dusze i wymagające specjalnej opieki. Bez tej troski dla nich ponoć nie da się osiągnąć wewnętrznego spokoju. Albo bez zjedzenia żab. Bo tak, trzeba podobno jeść żaby a jednocześnie być kotem, lwem albo świnką morską. I korzystać rozsądniej z najnowszej ewolucyjnie części mózgu projektując w 21 dni nowe nawyki, piekąc sukces według przepisu i powtarzając po obudzeniu że jest się zwycięzcą i że sky is the limit. Zadziwiało ją jak wiele trzeba myśleć przy książkach, w których jest dużo o tym, żeby mniej myśleć. I ile zmartwień wywołują te, w których jest mowa o zaprzestaniu zamartwiania. Najrozsądniej brzmiały dla niej hasła o wewnętrznym kompasie i własnym żywiole. Ale i tak nie wiedziała, co miałaby zrobić z kompasem bez mapy i jak wykorzystać żywioł, żeby sprzyjał, a nie niszczył. W tym zagubieniu i narastającej frustracji starała się trzymać starego sposobu pracy.



To historia Ani. A co Wy myślicie o poradnikach podpowiadających „jak żyć?” Pomagają Wam? A może frustrują?


wtorek, 3 września 2019

Przesyt porad. Umysłowe less waste

To nie jest tak, że nie doceniam wskazówek, czy porad. Wiem, że wiele osób lubi porządkować świat sobie i innym. I że nawet jeśli te wskazówki czy porady są nieodpowiednie, to coś mogę z nich wyciągnąć.

Ale one też czasem hamują. Hamują to, co chce być usłyszane. Hamują to, co może być przeżyte. Mogą nawet stworzyć taki mur w rozmowie i uniemożliwić dialog. Taką szybę od której odbijają się słowa i wracają jak bumerang do tego, który potrzebuje być usłyszany.

A gdyby tak mniej dawać porady a więcej wsłuchiwać się w drugą osobę?


Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...