Czasem mam tak, że chcę coś zmienić w swoim życiu, ale nie jestem pewna, gdzie chcę dojść. Bywa, że wtedy idę za pierwszym impulsem, który do mnie przyjdzie, a czasem nie robię nic.
Najczęściej wybieram jednak opcję, którą się z Wami podzielę: czuję-myślę-działam.
Czuję. Bo lubię zaczynam od czucia. Od tego, co przychodzi do mnie, gdy patrzę na znane otoczenie i gdy rozważam otoczenie całkowicie odmienne. Co czuję gdy widzę kubek z kawą, a co gdy czytam umowę z potencjalnym pracodawcą. Czy jest mi przy tym miło, czy mam ochotę uciec. Jestem z tym, co przychodzi i rozważam, co to mówi o mnie, a co o działaniu, za które chcę się zabrać. Gdy mam poczucie, że bardzo czegoś chcę, a jednocześnie coś mnie blokuje – idę po wsparcie.
Myślę. O tym, jaka ta zmiana jest gdy popatrzę w przeszłość i w przyszłość. Czy jestem na to gotowa, a jeśli nie – co mogę zrobić by tą gotowość uzyskać. Jakie myśli towarzyszą mi na temat mnie i innych. Dzięki takim myślom zajęłam się na przykład tańcem, malowaniem czy kolażami. Bo myśli mogą nas nakierować nie tylko na to, co powszechnie jest uznawane jako praktyczne, ale po prostu na to, co przyjemne i pobudzające do życia :)
Działam. Bo na samym czuciu i myśleniu moje życie się nie skupia. A jak działam – też myślę i czuję. I jestem w tym trójkącie, który przypomina spiralę albo rozgałęzienia. Towarzyszą mi przy tym ciekawość i życzliwość względem siebie. Ciekawość jest dla mnie towarzyszką odkrywania świata. A życzliwość – postawą, która jest jak poduszka bezpieczeństwa, gdy się potknę albo coś stracę w trakcie moich działań. Pomaga działać, nawet gdy nie znam celu.
