Od dawna moim działaniom towarzyszy łączenie.
Czerpię z różnych źródeł i dzielę się sobą w różnych miejscach. Odnajduję się w spokoju i w chaosie. W szarości i kolorze.
Zresztą szarość jest przecież rezultatem połączenia odpowiednich barw.
Najbardziej fascynuje mnie łączenie różnych elementów wnętrza. Myśli krytycznych i wspierających. Smutku i radości. Zamieszania i kontroli.
Czasem by połączyć – wcześniej dzielę. Zauważam, że w stresie gotują się często złość i strach. Że zanim doświadczymy radości – już oczekujemy, że ją utracimy. A dobre wspomnienia nie mogą do nas wrócić, bo przykleiliśmy się do tych złych.
Czasem wymaga to ostrego cięcia, ale najczęściej – delikatności. Trochę jak przy odrywaniu plastra czy przestarzałego opatrunku. Nierzadko – ważne, żeby jest żeby wtedy oczyścić wrażliwość, z brudów, którymi zarosła.
I potem na nowo przyjąć to, co odzyskane.
Fascynujące zajęcie.
