wtorek, 28 stycznia 2020

Jak płatek śniegu

N. siedziała przy swoim biurku i patrzyła na pierwsze tego roku płatki śniegu za oknem. Wielkości babiego lata, takiego zimowego. Spadały spokojnie, jakby chciały się zatrzymać, ale nie mogły. Jakby opierały się przed czymś, co nieuniknione. Niektóre wzlatywały na chwilę w górę, by potem znowu opaść. Inne krążyły i wywijają różne wzory, jeszcze inne – spadały prosto w dół.
Wstała, odsunęła firankę i myślała o swoim życiu, o życiu innych ludzi. Pomyślała, że jest trochę jak ten płatek, który próbuje zmienić bieg swojego lotu, mimo że wie, że to bez sensu. Wielu rzeczy w swoim życiu nie akceptowała, od niektórych wspomnień chciała uciec. Uciec w przeszłość, zmienić jej bieg. Jak ten płatek, który chciał wrócić. Albo jak ten, który spadał prosto w dół. Było tak wtedy, gdy przestawała myśleć o tym, co robić. Poddawała się biegowi, który wytyczał świat, który określali inni ludzie. Albo gdy myślała jedynie o określonym celu – napisaniu pracy czy zdaniu egzaminu. Skoncentrowana na określonym punkcie, nie patrząc na to, co wokół.
Najbardziej fascynowały ją płatki wirujące w powietrzu. Wiedziały, że spadną, ale zmieniały tor spadania. Wyglądały, jakby ciekawiło je wszystko wokół, jakby chciały coś zyskać. Albo… coś dać – na przykład radość dziewczynie w czerwonym berecie, spadając na jej nos. Albo stać się kiedyś bałwanem.
Czuła, że chce coś zmienić w swoim życiu. Że chce być jak te nieszablonowe płatki śniegu.


piątek, 24 stycznia 2020

o pasywnej agresji

Wydaje się, że nic złego się nie stało. Ot, potrącenie, ot kolejne zrzucenie długopisu, ot kolejna decyzja podjęta bez konsultacji, która wpływa na innych ludzi.

Niewinne zachowania winne zwielokrotnionemu cierpieniu – pasywno-agresywne.

Zwielokrotnionemu od tyle, o ile razy ta agresja jest przykryta.

Ton głosu. Mała plotka. Nieme nieuwzględnianie kogoś w wydarzeniu, którego powinien być częścią.

Drobnostki nałożone na siebie, a na samym dnie – przykryta nimi agresja.

Bardzo niszcząca, bo nie wiadomo skąd pochodzi.

A jak nie wiadomo skąd pochodzi, to nie da się jej wysłuchać, nie da się jej zaradzić, nie da się konstruktywnie wykorzystać.

Pozytywne aspekty agresji nie mogą zaistnieć.

Destrukcyjne – działają o wiele głębiej.

Czy na pewno tego chcesz?


wtorek, 21 stycznia 2020

Ile mieścisz przyjemności




Tydzień, góra dwa. Raz w roku wakacje życia. Dużo śmiechu, radości, przyjemności.
A potem powrót do szarej codzienności, nudnej pracy, życia na autopilocie.

Znam osoby, które wiele narzekają. Mają na co. Rozwiązują trudne sytuacje, noszą na barkach ogromny ciężar. Nie widzą w życiu miejsca na przyjemność.

Znam osoby, które patrzą na pozytywy małych chwil. Uśmiechają się przy zachodzie słońca, kontemplują łyk ulubionej kawy. Mieszczą drobne przyjemności. Na tych drobnych ich pojemność się kończy.

Znam osoby, które czerpią ze wspaniałych chwil. Śmieją się tak, że boli je potem brzuch, ich ciało skacze w różne strony gdy czują ekscytację. Potem jednak przechodzi im przez głowę myśl, że nie można się cieszyć za długo, bo zaraz przyjdzie smutna chwila. Albo czują poczucie winy. W zasadzie nie wiadomo dlaczego. Mieszczą sporo przyjemności, ale miejsce na nią mają ograniczone.

Dużo mówi się o trudnych emocjach, tych niemiłych.

A czy te miłe, jak przyjemność, łatwo nam przeżywać?

sobota, 18 stycznia 2020

Szaroburość to też część życia.

Pamiętam gdy jako nastolatka odkrywałam ze znajomymi, że życie nie jest białe ani czarne. Mówiliśmy, że ma odcienie szarości. Potem uznałam, że widzę je jednak jako kolorowe – tylko tego szarego nie chciałam widzieć. Czerni i bieli również.

Pamiętam też jak kilka lat temu na zajęciach malarskich usłyszałam, że szarość jest ważna na obrazie. Że pomaga wybrzmieć innym kolorom i dodaje obrazowi uroku. Zaczęłam ją doceniać.

Dzisiejsza szaroburość mnie przygniatała. Ta zewnętrzna i ta wewnętrzna. Nie miałam na nic ochoty, a uścisk w głowie nie poddawał się żadnym działaniom łagodzącym.

Przypatrzyłam się jej. Tej szarości, szaroburości. Pomyślałam o niej jak o części obrazu, którym jest moje życie. Pomyślałam, że jest ona ograniczona i że może ma jakieś zadanie. Jak ta szarość na płótnie.

I wydarzyło się niesamowite. Zaakceptowana przestała aż tak uwierać. Mimo że dalej oddycham nią przez maskę i mimo że ogrzewam w niej dalej swoje myśli. Ścisk w głowie jest dalej, ogólna niechęć pozostała. Ale wśród nich pojawiła się inspiracja, której od dawna szukałam! A wraz z nią promyczek chęci, który czasem wystarczy.

Promyczek wśród szaroburości mógłby być ciekawym pomysłem na obraz. I jest dla mnie pomysłem na dzisiejszy dzień. Może i dla Ciebie?



wtorek, 14 stycznia 2020

Kategoria bloga: Być sobą - być u siebie

Co masz w sobie, gdy widzisz ten obrazek?




Myśl, że pies złamał stereotypy i zabrał się za programowanie, o którym marzył?

Czy

Poczucie, że wpadł w zasadzkę obietnicy lepszego życia i związał się niekorzystną umową z nudną wykańczającą go pracą?


Może widzisz smutek, bo nie umie już nawiązywać relacji inaczej niż przez internet?

A może widzisz nadzieję, bo sądzisz, że zobaczył zdjęcie nowego domu w pięknej okolicy?



Wszystkie te wątki zahaczają o temat, który pobudza mnie do rozmyślań – co znaczy być sobą i co znaczy czuć się u siebie.

Chętnie przeczytam, czym jest to dla Ciebie.

Swoje myśli w tym temacie oznaczam etykietą „Być sobą – być u siebie”.

sobota, 11 stycznia 2020

Syndrom pustej kartki? Nic strasznego!

Znacie to uczucie, kiedy siadacie do pisania i...w głowie jest pustka? Taka sama jak na kartce czy pulpicie. Jedna wielka… biała plama?

Zaczyna się zamęt, myślenie o deadlinach, o kolejnych rzeczach do zrobienia, o tym, że przecież odsunęliśmy od siebie wszystkie rozpraszacze, że miało być tak pięknie…

Stop. Syndrom pustej kartki. Stop.

Nie lubimy go, bo przychodzi nieproszony. I wtedy kiedy najmniej go chcemy. Straszy, straszy…

A może nie jest straszny?

Może po prostu pokazuje, czego baliśmy się już wcześniej?

Może pokazuje jakąś część nas?

A może część świata, która prosi o zagospodarowanie?

Trudno coś nowego stworzyć, jeśli wszystko jest. A pusta kartka przypomina o tym, że wiele można jeszcze stworzyć.

Tak! Tak! Tak!

Pusta kartka.


wtorek, 7 stycznia 2020

Jakim okiem patrzysz na siebie?

Jakim okiem patrzysz na siebie?

Pobłażliwym – unikającym jakichkolwiek wymagań i głaskającym się po głowie?

Krytycznym – gniewnym, trzaskającym przy każdym błędzie jak biczem?

A może jednym i drugim – w zależności od sytuacji?



Prześmiewczym – szydzącym z tego, co lubisz?

Zawstydzonym – ciągnącym do schowania się pod ziemię?

Jeśli tak, to kim jesteś, jeśli chowasz swoje uczucia i preferencje?



Ja na blogu szukam różnych spojrzeń. Staram się je przyjmować i nie oceniać. Na ile potrafię.

I traktować te spojrzenia jak drogowskaz, a nie koniec drogi.


A Ty jak na siebie patrzysz?





sobota, 4 stycznia 2020

Czy mieścisz w głowie smutek?

Oglądaliście „W głowie się nie mieści?” Historię, w której nie wiadomo było, po co istnieje smutek? Historię, w której okazał się ważny?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że smutek jest emocją, której wielu stara się pozbyć. Łatwo jest się cieszyć. Coraz łatwiej jest oswoić złość. Ale smutek? Kto chciałby się smucić? Ze złości mamy chociaż energię do działania. Ale smutek? On nam ją przecież zabiera!



I tak „wszystkiemu winny” smutek jest spychany – wyśmiewany, wykrzyczany, wyrzucony z głowy.

Nie ma kiedy pomóc nam pogodzić się ze stratą.

Nie ma kiedy pomóc przyjąć ograniczenia.

Nie ma kiedy pomóc w przeżyciu porażki.

Nie ma kiedy wspomóc krytyczne myślenie.

Nie ma kiedy pokazać, że nie musimy cały czas pędzić.

Nie ma kiedy pomóc w refleksji nad tym, jak wiele mamy, mimo tego że nie mamy wszystkiego, czego pragniemy.

Nie ma kiedy.

A potem nawet nie wiemy, że to jego nam brakuje.

Przyklejamy maski i czekamy.

Na co?

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...