-
Znowu się spotykamy – Choroba zarzuciła śnieżnobiałym
warkoczem.
-
Znowu? Kiedy się widzieliśmy? - brwi Odpoczynku podeszły do linii
włosów.
-
No widzieliśmy się już przecież... Miałam wtedy takie śmieszne
kitki...
-
Och... To byłaś ty... To było tak dawno, chociaż w sumie nie wiem
jak dawno – podrapał się po głowie – Czuję się, jakby czas
się dla mnie zatrzymał. Jakbym wrócił ponownie na ziemię –
zaczął się opukiwać po przedramionach – W sumie dalej się
zastanawiam, czy tu jestem, bo moje kolory wyblakły.
-
Ah, no tak! - połyskująca suknia zaszeleściła, gdy usiadła
dumnie na swoim tronie – W sumie zajęłam wiele razy twoje miejsce
– nawet brwi wyrażały nadzwyczajną pewność siebie.
-
Ale w zasadzie dlaczego? - zerkał to na siebie, to na nią drapiąc
się po głowie i zastanawiając, czemu on jest tak zaniedbany, a ona
tak wystrojona.
-
Nie wiesz? - zatrzepotała rzęsami i uniosła podręczne lusterko –
A, w sumie możesz nie wiedzieć – poprawiła grzywkę i skierowała
wzrok na Odpoczynek – Członkowie naszej rodziny już dawno o tobie
zapomnieli, pewnie przebywałeś w głębokiej nieświadomości.
Oczy
odpoczynku podwoiły wielkość.
-
Jak zapomnieli? Jak można o mnie zapomnieć?
-
No normalnie – uniosła brew – Przestałeś być dla nich ważny.
Odpoczynek
otrząsnął się i zaczął patrzeć na zdjęcia wokół nich.
-
Widzisz, oni są ludźmi, a chcą pracować do utraty tchu, więc gdy
wyczerpują się im siły to po prostu chorują – podążała
wzrokiem za wzrokiem Odpoczynku – Najśmieszniejsze, że wtedy tę
chorobę nazywają odpoczynkiem.
-
Ale jak to? - oderwał wzrok od zdjęć i podszedł do Choroby –
Przecież my nawet podobni nie jesteśmy, jak mogli nas pomylić?
Zaśmiała
mu się w twarz.
-
Nie pierwsza to i nie ostatnia ich pomyłka!
-
No ale jednak wróciłem, więc może coś się zmieni? - patrzył
jej głęboko w oczy.
-
Tak... nasz przedszkolak ma okres buntu i odmówił pójścia na
chiński i warsztat makramowy mówiąc, że chce sobie poleżeć na
łóżku. A mama z zapaleniem gardła uległa jego kaprysowi i nie
zawiozła go tam siłą.
-
Czyli jest nadzieja! - iskra pojawiła się w jego oczach.
-
Nie łudź się, za głęboko w nich siedzi przekonanie, że ja
jestem tobą – skarciła go rzęsami – Raczej nikt ich nie
przekona, że jest inaczej.
-
Nie poddam się! - naprężył mięśnie twarzy – Przekonam ich!
-
Możesz próbować – uśmiechnęła się sarkastycznie - ale kto
cię posłucha?