Wracam do publikowania dwa razy w tygodniu, pierwszym powiewem przesyłam ten list...
Drogi Jesienny Wieczorze,
nie wyczekiwałam Cię w tym razem. Może dlatego, że tegoroczny kwiecień mi Ciebie przypominał? Być może dlatego wolałabym teraz otulić się wiosennym powietrzem.
Po prostu mam niedosyt wiosny i chciałabym jej więcej.
Ale mam Ciebie. Mżawkę, szare niebo, wiatr dochodzący do szpiku. Momenty, w których chcę przykryć się miękką kołdrą i tak spędzić dzień, odpływając w wyobraźni do innego świata. Takiego, w którym Cię nie ma.
Choć czasem się cieszę. Szczególnie z tego ognia, który ożywia drzewa na nowo. Lubię gdy zieleń liści przechodzi wieloma odcieniami – od miodowej żółci po szkarłat. Wzrokiem wyczuwam wtedy oranżerię, w której do tego mogę swobodnie oddychać rześkim powietrzem.
To nie jest tak, że Cię nie lubię. Chyba po prostu mało lubię siebie w stanie, który we mnie tworzysz. Nie rozgryzłam jeszcze potencjału tego nastroju, który pojawia się we mnie, gdy nadchodzisz. Może tej jesieni będzie inaczej? Może nauczysz mnie czegoś o mnie i o sobie?
Drogi Jesienny Wieczorze,
A Ty co masz mi do powiedzenia?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz