Raz
na jakiś czas słyszę, że emocje przeszkadzają. Że nie pomagają,
że wszystko psują.
A
gdyby zobaczyć drugą stronę?
Może
to my przeszkadzamy emocjom?
Przeszkadzamy
smutkowi, który pomaga przeżyć stratę.
Przeszkadzamy
złości, która przypomina o ograniczeniach – naszych i świata.
Przeszkadzamy
lękowi, który mówi nam o niebezpieczeństwie – w teraźniejszości
lub przeszłości.
Przeszkadzamy
radości, tłumiąc smutek.
Przeszkadzamy
smutkowi, przysłaniając go agresją.
Przeszkadzamy
zaciekawieniu, nie dając sobie prawa do odczucia bezradności.
Zaintrygowanie
znika, gdy przysłaniamy je przeświadczeniem, że wszystko wiemy
najlepiej.
Frustracja
znika, gdy nie dajemy sobie prawa by komukolwiek odmówić.
Wzruszenie
znika za maską bycia twardym i nieporuszonym.
Westchnienie
znika ukamienowane etykietami do których się przykleiliśmy.
Zostają
spięte dłonie,
bolące
plecy,
płytki
oddech,
napięty
brzuch.
Przyduszone
westchnienie odzywa się, gdy ze stresu nie możemy złapać oddechu.
Przyhamowane
wzruszenie odrzuca bezinteresowną pomoc, a my zostajemy w poczuciu,
że nikomu na nas nie zależy.
Trzymana
na wodzy frustracja przekształca się w furię, gdy zbyt dużo spraw
idzie nie po naszej myśli.
Przymknięte
zaintrygowanie szuka ujścia w wierzeniu w pseudo-naukowe teorie.
Przeszkadzają?
Jeśli
przeszkadzają, to dlatego, że wcześniej my im przeszkodziliśmy.