Ważne,
że dbamy o innych pod kątem zdrowia fizycznego. Czasem łatwo nam
ocenić, kto z otoczenia może być bardziej podatny na zakażenie.
Czasem nie.
Z
dbaniem o innych pod kątem zdrowia psychicznego jest już trudniej.
Jeszcze trudniej jest ocenić, kto jest bardziej podatny na poważne
zranienia psychiczne. A przerzucanie na innych swojego bólu bywa
nawet łatwiejsze niż przekazywanie drobnoustrojów.
W
ostatnich dniach nikt na mnie nie kichnął, nie byłam też
świadkiem kichania.
Wiele
takich emocjonalnych kichnięć jednak na mnie spadło, byłam też
świadkiem gdy działo się to względem innych.
Co
to były za kichnięcia? Kilka zidentyfikowałam, choć pewnie było
ich więcej.
Były
tam frustracje. Bo jedna osoba była oburzona działaniem innych
osób. I wyrzuciła frustracje na osoby nie mające wpływu na to
działanie. Wydawałoby się, że to jak kichnięcie. Tylko takie
prosto w twarz. Można jednak kichać inaczej.
Była
tam nienawiść. Bo znalezienie czarnej owcy, która odpowiada za
całe zło czasem wydaje się łatwym rozwiązaniem. Potem zbieranie
innych którzy myślą tak samo, kiszenie się we własnym sosie i
wylewanie tego wiadra pomyj na pierwszą osobę z brzegu, która nie
myśli w sposób biało-czarny. Często to wygląda niewinnie, jak
kichnięcie – bo to tylko obstawianie przy opinii i podbudowywanie
jej prywatną wizją świata. A jednak pomyje wylane komuś na głowę…
no wiecie – niewinne nie są.
Była
tam pogarda. Bo wielu jest wśród nas specjalistów od ratowania
świata i wiadomo, że gdy drugi człowiek nie spełnia ich
rygorystycznych wyobrażeń, to jest odpowiedzialny za powszechną
zagładę. Wielu jest też specjalistów od psychiki innych i może
wyszydzić jego lęki, które są efektem dziedziczonych traum. Wielu
szydzi na prawo i lewo z tych, którzy znają inne od niego strategie
radzenia sobie z lękiem. I taka pogarda siana jak katar zbiera żniwa
o wiele cięższe niż przeziębienie.
Były
tam lęki. Często niechciane, niewidziane, niezaopiekowane. Takie,
które miały zamknięte drzwi i wchodziły oknem. Lęki o siebie, o
bliskich, o przyszłość. Przykryte masą przekonań i innych
emocji. Nieprzeżyte samemu i skierowane przeciw innym. W wielu
formach, zwykle nieintencjonalnie i ze zdziwieniem, że zrobiło się
coś niewłaściwego.
Za
przypadkowe uderzenie kogoś – przepraszamy. Za nieumyślne
spowodowanie uszczerbku na zdrowiu fizycznym – nierzadko ponosimy
odpowiedzialność prawną.
A
odpowiedzialność za słowa i dbanie o stan psychiczny innych – są
dla wielu o wiele trudniejsze do przyjęcia.

Dzieki za poruszenie waznego tematu! Skojarzyl mi sie wywiad z Maciejem Stuhrem, ktory czytalam ostatnio. Fragment o hejcie:
OdpowiedzUsuń"Opowiem ci historię o mojej babci. Była niesłychanie dowcipną, ciepłą i czułą osobą. Pamiętam, jak siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy "Telewizyjny koncert życzeń". Prowadzili go pani Krystyna Loska i pan Jan Suzin. Czytali listy telewidzów, np.: "z okazji 50. rocznicy małżeństwa pomyślności życzy Zdzisław z rodziną". I potem puszczali piosenkę, którą najczęściej śpiewali Zbigniew Wodecki lub Zdzisława Sośnicka.
Jak Sośnicka ubrała jakąś dziwną sukienkę, to moja babcia, patrząc na nią mówiła: "przyjdźże i umyj mi okno". My się z tego śmialiśmy, wyłączaliśmy telewizor i jedliśmy obiad. Myślę sobie, że dziś ludzie tak samo siedzą przed telewizorami i mają takie same uwagi jak wszyscy z nas by mieli. Lubimy się wyzłośliwiać się, tylko zamiast do wnuczka czy do babci piszemy komentarze w internecie.
Różnica polega na tym, że to odbywało się w gronie kilku bliskich osób. Gdyby ktokolwiek inny pojawił się 30 lat temu w pokoju w Nowej Hucie, to moja babcia nigdy by nikogo nie skrytykowała, a już na pewno nie w sytuacji, gdy wiedziałaby, że to dotrze do pani Zdzisławy Sośnickiej, bo przecież to co powiedziała było tylko głupim żarcikiem, a nie agresją.
Różnica polega na tym, że dziś to przeczyta adresat przekazu, bo przecież nadal żyjemy w kulturze, która przykłada większą wartość do napisanych treści niż haseł rzuconych przypadkowo na ulicy. Zbitka tych dwóch mechanizmów, czyli siedzenia przed telewizorem i komentowania czegoś zabawnego a tym, że jak coś jest napisane i opublikowane, rodzi hejt.
O mojej babci nikt nie powiedział, że jest hejterką. Była bardzo kulturalna i wykształcona. Wielu hejterów nie ma poczucia hejtowania. Mówią: przecież tak sobie tak napisałem, że ta kiecka Ostaszewskiej jest koszmarna. A Ostaszewska to potem czyta i płacze."
dzięki za te cenne słowa!
UsuńTak! Teraz jest niewątpliwie czas na przypatrywanie się swojemu wnętrzu...emocjom, myślom, lękom i stawanie w prawdzie przed samym sobą. Dzięki za post! Bardzo mi się podoba :) Agata
OdpowiedzUsuń:*
Usuń