Znacie
to uczucie, kiedy siadacie do pisania i...w głowie jest pustka? Taka
sama jak na kartce czy pulpicie. Jedna wielka… biała plama?
Zaczyna
się zamęt, myślenie o deadlinach, o kolejnych rzeczach do
zrobienia, o tym, że przecież odsunęliśmy od siebie wszystkie
rozpraszacze, że miało być tak pięknie…
Stop.
Syndrom pustej kartki. Stop.
Nie
lubimy go, bo przychodzi nieproszony. I wtedy kiedy najmniej go
chcemy. Straszy, straszy…
A
może nie jest straszny?
Może
po prostu pokazuje, czego baliśmy się już wcześniej?
Może
pokazuje jakąś część nas?
A
może część świata, która prosi o zagospodarowanie?
Trudno
coś nowego stworzyć, jeśli wszystko jest. A pusta kartka
przypomina o tym, że wiele można jeszcze stworzyć.
Tak!
Tak! Tak!
Pusta
kartka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz