sobota, 18 stycznia 2020

Szaroburość to też część życia.

Pamiętam gdy jako nastolatka odkrywałam ze znajomymi, że życie nie jest białe ani czarne. Mówiliśmy, że ma odcienie szarości. Potem uznałam, że widzę je jednak jako kolorowe – tylko tego szarego nie chciałam widzieć. Czerni i bieli również.

Pamiętam też jak kilka lat temu na zajęciach malarskich usłyszałam, że szarość jest ważna na obrazie. Że pomaga wybrzmieć innym kolorom i dodaje obrazowi uroku. Zaczęłam ją doceniać.

Dzisiejsza szaroburość mnie przygniatała. Ta zewnętrzna i ta wewnętrzna. Nie miałam na nic ochoty, a uścisk w głowie nie poddawał się żadnym działaniom łagodzącym.

Przypatrzyłam się jej. Tej szarości, szaroburości. Pomyślałam o niej jak o części obrazu, którym jest moje życie. Pomyślałam, że jest ona ograniczona i że może ma jakieś zadanie. Jak ta szarość na płótnie.

I wydarzyło się niesamowite. Zaakceptowana przestała aż tak uwierać. Mimo że dalej oddycham nią przez maskę i mimo że ogrzewam w niej dalej swoje myśli. Ścisk w głowie jest dalej, ogólna niechęć pozostała. Ale wśród nich pojawiła się inspiracja, której od dawna szukałam! A wraz z nią promyczek chęci, który czasem wystarczy.

Promyczek wśród szaroburości mógłby być ciekawym pomysłem na obraz. I jest dla mnie pomysłem na dzisiejszy dzień. Może i dla Ciebie?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...