wtorek, 28 stycznia 2020

Jak płatek śniegu

N. siedziała przy swoim biurku i patrzyła na pierwsze tego roku płatki śniegu za oknem. Wielkości babiego lata, takiego zimowego. Spadały spokojnie, jakby chciały się zatrzymać, ale nie mogły. Jakby opierały się przed czymś, co nieuniknione. Niektóre wzlatywały na chwilę w górę, by potem znowu opaść. Inne krążyły i wywijają różne wzory, jeszcze inne – spadały prosto w dół.
Wstała, odsunęła firankę i myślała o swoim życiu, o życiu innych ludzi. Pomyślała, że jest trochę jak ten płatek, który próbuje zmienić bieg swojego lotu, mimo że wie, że to bez sensu. Wielu rzeczy w swoim życiu nie akceptowała, od niektórych wspomnień chciała uciec. Uciec w przeszłość, zmienić jej bieg. Jak ten płatek, który chciał wrócić. Albo jak ten, który spadał prosto w dół. Było tak wtedy, gdy przestawała myśleć o tym, co robić. Poddawała się biegowi, który wytyczał świat, który określali inni ludzie. Albo gdy myślała jedynie o określonym celu – napisaniu pracy czy zdaniu egzaminu. Skoncentrowana na określonym punkcie, nie patrząc na to, co wokół.
Najbardziej fascynowały ją płatki wirujące w powietrzu. Wiedziały, że spadną, ale zmieniały tor spadania. Wyglądały, jakby ciekawiło je wszystko wokół, jakby chciały coś zyskać. Albo… coś dać – na przykład radość dziewczynie w czerwonym berecie, spadając na jej nos. Albo stać się kiedyś bałwanem.
Czuła, że chce coś zmienić w swoim życiu. Że chce być jak te nieszablonowe płatki śniegu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...