Tydzień,
góra dwa. Raz w roku wakacje życia. Dużo śmiechu, radości,
przyjemności.
A
potem powrót do szarej codzienności, nudnej pracy, życia na
autopilocie.
Znam
osoby, które wiele narzekają. Mają na co. Rozwiązują trudne
sytuacje, noszą na barkach ogromny ciężar. Nie widzą w życiu
miejsca na przyjemność.
Znam
osoby, które patrzą na pozytywy małych chwil. Uśmiechają się
przy zachodzie słońca, kontemplują łyk ulubionej kawy. Mieszczą
drobne przyjemności. Na tych drobnych ich pojemność się kończy.
Znam
osoby, które czerpią ze wspaniałych chwil. Śmieją się tak, że
boli je potem brzuch, ich ciało skacze w różne strony gdy czują
ekscytację. Potem jednak przechodzi im przez głowę myśl, że nie
można się cieszyć za długo, bo zaraz przyjdzie smutna chwila.
Albo czują poczucie winy. W zasadzie nie wiadomo dlaczego. Mieszczą
sporo przyjemności, ale miejsce na nią mają ograniczone.
Dużo
mówi się o trudnych emocjach, tych niemiłych.
A
czy te miłe, jak przyjemność, łatwo nam przeżywać?

Ada, jaki ciekawy punkt widzenia i patrzenia na swoje wnętrze...:) Ostatnio, przez dłuższą chwilę, mieszkała ze mną moja mama i gdy wyjeżdżała postawiła pytanie: "gdzie ona się teraz tak uśmieje...?" I mam taka refleksję, czy przeżywamy trudne dla nas emocje - strach, niepokój, czy te dobre jak radość, szczęście to zawsze łatwiej przeżywa się je ze swoimi bliskimi...prawdziwiej te miłe, lżej - te niełatwe. Dziękuję Ci za Twoje spojrzenie na człowieka! :)
OdpowiedzUsuńDzięki za Twoją refleksję! :)
Usuń