Stary
rok się kończy, nowy zaczyna. Nowy rok – nowa ja, czy jak to
szło.
Gdy
byłam młodsza zastanawiały mnie takie stwierdzenia jak „niech
ten dzień się już skończy” lub „mam już dość, niech się
zacznie nowy rok”. Nie rozumiałam, co może zmienić sama data.
Teraz
już się nie zastanawiam. Przyjmuję, że dla niektórych to ważne.
I że mogę mieć inaczej.
Mogę
wprowadzać zmiany w życiu jak dotychczas – dlatego, że tak chcę,
a nie ze względu na datę. Mogę myśleć, że problem nie znika,
gdy kończy się dzień. Mogę uznawać, że koniec i początek nie
mają narzuconej daty. Że noc z 31 grudnia na 1 stycznia to dla mnie
ani koniec ani początek.
Mogę
też przyjąć, że miałam tak od dawna, ale zastanawiałam się,
czy to normalne. Teraz wiem, że dla niektórych nie, dla innych –
tak. Dla mnie to ok.
Mogę
przyjąć, że w kalendarzu znajdują się inne dni, które są dla
mnie symbolicznym końcem i początkiem. Uznaję też, że dla wielu
jest to dzień dzisiejszy. I że każda z tych opcji jest ok.
Coś
się czasem kończy, coś się czasem zaczyna. Czy to dziś? Nie
wiem. Czy ktoś to wie? :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz