sobota, 28 grudnia 2019

Żart, który stał się legendą. Pogrzebacz Wittgensteina

Koniec roku to czas na wspominki. Ja odgrzebałam tekst sprzed prawie 10 lat, opisujący historię, która żyje własnym życiem ;)


---------
25 październik 1946 roku, Klub Nauk Moralnych Uniwersytetu Cambridge. Jedno z regularnych zebrań filozofów i studentów filozofii. Zaproszonym prelegentem był Karl Popper, który przybył z Londynu aby wygłosić referat pt. „Czy istnieją problemy filozoficzne?” Na sali znajdował się przewodniczący klubu – Ludwig Wittgenstein, już wtedy uważany za najbardziej błyskotliwego filozofa swoich czasów oraz Bertrand Russell – powszechnie znany jako wojujący polemista.
Był to jedyny przypadek kiedy ci trzej filozofowie znaleźli się w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Do dziś nie udało się ustalić co się wtedy właściwie wydarzyło. Doszło do burzliwej wymiany zdań między Popperem a Wittgensteinem na temat podstawowej natury filozofii. Popper uważał, że istnieją prawdziwe problemy filozoficzne, natomiast Wittgenstein, że tylko zagadki. Spór ten obrósł legendą.
Szczegółowa relację tego wydarzenia można odnaleźć w autobiografii Poppera Unended Quest: An Intelectual Autobiography (Nieustanne poszukiwania: autobiografia intelektualna, Znak 1997). W tej wersji wydarzeń Popper przedstawił wiele rzeczywistych problemów filozoficznych. Wittgenstein potępiał wszystkie przy czym „nerwowo bawił się pogrzebaczem”, którym wymachiwał „niczym dyrygent batutą dla podkreślania swoich twierdzeń”. Gdy wyłoniła się kwestia zasad moralnych, Wittgenstein zażądał konkretnego przykładu. „Odpowiedziałem: <<Nie grozić pogrzebaczami zaproszonym prelegentom>>. W następstwie rozwścieczony Wittgenstein odrzucił pogrzebacz i wypadł jak burza z sali, trzaskając za sobą drzwiami.”
Na tym się jednak nie skończyło. Po śmierci Poppera, autorzy pośmiertnych wspomnień wykorzystali tę opowiastkę. Mniej więcej trzy lata później opisano ją w rozprawie naukowej na temat Poppera w Akademii Brytyjskiej. Wszędzie została dosłownie przytoczona relacja Poppera, łącznie z błędną datą owego wydarzenia (26 a nie 25 października). Pojawiło się wiele protestów skoncentrowanych na osobie Johna Watkinsa – autora rozprawy i zastępcy Poppera w London School of Economics.
Zwolennik Wittgensteina, profesor Peter Geach, nazwał Popperowską relację „kłamliwą od początku do końca”. Kiedy do polemiki dołączyli inni świadkowie, wywiązała się gwałtowna korespondencja.
Ludzie zajmujący się na co dzień zagadnieniami epistemologicznymi wdali się w zażartą dyskusję na temat kilkunastominutowego wydarzenia. Mało która biografia zarówno Poppera jak i Wittgensteina nie zawiera ubarwionej wersji tej historii. Stała się ona swoistym mitem przesyconym symboliką: charyzmatyczny twardogłowy logik grożący pogrzebaczem niepozornemu filozofowi. Jeden gest, zjadliwy dowcip, metalowy pręt.
Według jednych wersji Wittgenstein nerwowo wymachuje pogrzebaczem, według innych upuszcza go uprzednio siadłszy na krześle, według jeszcze innych wściekle wymachuje nim przed twarzą Poppera. Pogrzebacz jest: to rozżarzony – to zimny. Wittgenstein opuszcza pokój po uwadze Poppera „nie grozić pogrzebaczami zaproszonym prelegentom” lub zdecydowanie przed nią. Wychodzi raz gwałtownie trzaskając drzwiami, raz spokojnie.
Co się właściwie zdarzyło i jaki miało to wpływ na dzieje filozofii? Czasem mówi się, że był to w pewnym sensie triumf Poppera. Że tak dobitnie udowodnił swoje twierdzenia, że Wittgenstein nie miał już nic do dodania, a wyszedł rozwścieczony dlatego, że ktoś zbił jego argumenty. Patrząc na to z innej strony, przewodniczący Klubu Nauk Moralnych mógł uznać uwagi Poppera za bezsensowne do tego stopnia, że nie watro było się z nimi spierać. Wyszedł gwałtownie, bo tak miał w zwyczaju. Członkowie klubu stwierdzili, że mało kiedy opuszczał salę bezgłośnie. Czy ma to zatem jakiekolwiek znaczenie?
Czasem mówi się, że wydarzenie z pogrzebaczem stało się symbolem „nieustępliwej żarliwości (…) dwóch ludzi w ich dążeniu do znalezienia właściwych odpowiedzi na wielkie pytania.” Gwałtowna wymiana zdań została uwieńczona zdecydowanym gestem. Ale czy została naprawdę? Tego możemy się tylko domyślać.
A co się stało z samym pogrzebaczem? Wiele osób próbowało go odnaleźć. Z marnym skutkiem. Jedna z relacji głosi, że Richard Braithwaite wyrzucił go, aby uniknąć tym samym wścibstwa naukowców i dziennikarzy.
Czy powinniśmy wyciągnąć z tego jakieś wnioski? Jakiś morał? Opisując biografie znanych osób czasem zwracamy uwagę na mało istotne wydarzenia. Wręcz takie, które niczego nie wniosły poza kilkoma pogłoskami. Takie, które były po prostu żartem, gestem czy słowem wypowiedzianym mimochodem.
To do nich, myślę, zaliczyć należy historię z pogrzebaczem. Warto ją potraktować jako pewien rodzaj żartu. Żartu, który rozumieją wyłącznie ludzie o specyficznym poczuciu humoru. Bo co może znaczyć wygrażanie komuś pogrzebaczem? Walkę na śmierć i życie? Groźbę? Wittgenstein chciał wyleczyć niektórych ludzi pokazując im, że to czym oni się zajmują, to jedynie zagadki, nie warte zachodu. Inne problemy rozwiązał analizując język potoczny. Miał przy tym wszystkim szczere intencje, ale nie sądzę by mogło się to stać źródłem agresywnych zachowań z jego strony.
Żart potraktowany obrasta legendą. Tak się stało i w tym przypadku. Doszukiwano się w tym drugiego i trzeciego dna, dopisywano złożoną symbolikę. A to tylko metalowy pręt, który został użyty przy gwałtownej gestykulacji. Pogrzebacz Wittgensteina.




Relacja wydarzenia i cytaty: D. Edmonds, J. Eidinow, Pogrzebacz Wittgensteina, przeł. L. Niedzielski, Warszawa 2002

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...