Ten moment, kiedy
lekko opadasz. Kiedy wchodzisz w dolinkę i lekko się kulisz. Czasem
pojawia się o 10:30, czasem o 17:00. Często po obiedzie, kiedy
enzymy próbują cię przekonać do drzemki, a ty je siłą blokujesz
kolejną kawą.
Przychodzi ze
zmęczeniem, przychodzi ze smutkiem, przychodzi z melancholią.
Przypomina, że po
ciepłym lecie przychodzi chłodniejsza i ciemniejsza jesień.
Przypomina, że w ciągu dnia jest miejsce na radości i smutki.
I przygotowuje do
zimy, która może stać się groźna i może stać się piękna.
Która może stać się złością, może stać się zamknięciem.
I przypomina o
wiośnie, bo kiedyś drzewa, z których zbieramy o tej porze dnia
owoce musiały mieć swoje pąki. Taką swoją własną nadzieję.
Słota jesienna może
przygnębiać. Jednak to przygnębienie nie musi trwać wiecznie.
Ono też mija. Jak
jesień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz