Widzę
przez mury. Widzę przez maski. Przenikam przez ściany – także te
ze styropianu i z waty. One zwykle wyglądają na mega solidne, a
rozsypują się, gdy je dotkniesz. Zwykle kolejną warstwą jest
zamieć, która ma zniechęcić przed spotkaniem się z tym, co
przykrywała ta fasada.
Właśnie
dlatego wolę patrzeć. Widzieć to, co w człowieku jest ukryte. Co
piękne i schowane. Ze strachu by nikt tego nie zniszczył.
Żałuję,
że ten blask nie może jaśniej świecić. Czasem szepczę takiej
osobie, by jej ochrony zelżały. Albo żeby je zmieniła na takie,
które pomogą bardziej żyć.
Większość
jednak nie słucha.
Pozostaje
mi patrzeć na ich piękno wewnętrzne.
Przez
mury, maski i ściany.
I
cieszyć się, że jest.
Jak
myślisz, kim jestem?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz