Powrót
do normalności. Zwrot, który pojawia się od dwóch miesięcy w
wielu miejscach.
Wróciłam
do szkicu postu pisanego ponad pół roku temu. I zastanowiło mnie
ile osób pragnie powrotu do normalności, która była gonitwą.
Jestem
z tym pytaniem i oddaję tamten szkic. Obraz z tego szkicu można
namalować – każdy swój.
Szybciej,
sprawniej, więcej. Każdy na suplementach i w intensywnej terapii.
Bo zawsze jest tak, że jeśli ma być lepiej, to musi być wcześniej
gorzej. Dlatego po dziesięciu godzinach pracy intensywne bieganie
albo inne cardio. W międzyczasie smoothie ze spiruliną, bo przecież
musi być detoks i przez najbliższy tydzień trzeba żyć o chlebie
i soli.
Ale
żeby nie być takim hardcorem jak ci, którzy w trakcie takiego
detoksu plują żółcią i nie idą do lekarza przekonani, że tak
ma być. Lepiej iść, bo może nam grozić półroczny urlop
zdrowotny. Ile szkoleń i warsztatów można wtedy ominąć?! Wypaść
z obiegu. I z pamięci współpracowników, którzy nie zaśmiecają
sobie głowy zbędnymi informacjami.
Przerysowane?
Zapewne tak. Ale ile w nas jest takiej gonitwy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz