wtorek, 10 września 2019

List młodszej mnie o filozofii

Byłam w liceum.

Znajoma powiedziała, że planuje studiować filozofię. Zareagowałam standardowym "a co będziesz po tym robić?", odpowiedziała mocno i wybiła mnie z ówczesnego sposobu myślenia. Dwa lata później składałam dokumenty w tym samym instytucie.

W wakacje odwiedziłam Gdańsk, akurat rozpoczynał się Jarmark Dominikański. W jednym miejscu usiadł mężczyzna w kolorowych ubraniach z kartką "jestem filozofem". I siedział. Skrzywiłam się. Dziś dalej się krzywię na to wspomnienie. Wyglądam trochę inaczej niż on. Czasem też słyszę, że nie wyglądam na filozofa. Za to myślenie mam filozoficzne. I szlifuję je dalej.

Filozofia nie była moim marzeniem, ale zdecydowałam się po maturze dać jej szansę. Po roku studiowania napisałam do czasopisma "Fragile" poniższy tekst. Dziś pewnie byłby trochę inny, może dopracowany stylistycznie. Ale dalej go lubię, jest dla mnie jak list młodszej mnie. Dzielę się z nim również z Wami.


Powszechne o filozofii mniemanie
Filozofia. Słowo często spotykane na co dzień, w różnych kontekstach. Wyrażenia typu: „zrobienie tego, to żadna filozofia”, czy „to proste, tu nie ma żadnej filozofii” już dawno weszły do naszego języka. Ludzie używają tego słowa tak naprawdę nic o nim nie wiedząc. Zwykle mając błędne mniemanie co do jego znaczenia, nie dbają o to, czy ich wypowiedź ma jakikolwiek związek z filozofią.
Gdy zaczynają myśleć konkretniej o filozofii, nie jedynie jako dodatku do „mądrej” wypowiedzi, popełniają błąd innej natury. Powtarzają znane sentencje, nie zastanawiając się nad kontekstem ich wypowiedzenia, razi ich sprzeczność wypowiedzi presokratyków,
na których zwykle kończą swoją edukację filozoficzną, wyrażają niechęć i politowanie dla osób, którzy zagłębiają się w dzieła filozoficzne i (o zgrozo!) postanawiają studiować tę dziedzinę wiedzy.
Mało kto z nich wie, jaką wagę miało dla Kartezjusza dojście do stwierdzenia: „Myślę, więc jestem”. Mało kto widzi ironię i znaczenie słów Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Mało. A ilu jest takich, którzy korzystają z tych sentencji? Którzy interpretują je na swój własny sposób, często nawet nie wiedząc, kto jest ich autorem? Widzą tylko zlepek słów,
nie mających głębszego znaczenia w życiu. I tak też pojmują filozofię.
„Filozofia narodziła się ze zdziwienia”, jak to powiedział Arystoteles, nie bez powodu zwany Filozofem przed duże „F”. Zdziwienie leży w ludzkiej naturze. Człowiek od wieków zastanawiał się nad rzeczywistością i nierzeczywistością, nad tym co jest, czego nie ma, dlaczego tak się dzieje i czemu nie inaczej. Zadawał wiele pytań. Dawał odpowiedzi. Nie każde z nich było zalążkiem filozofii, a było ich tyle, ilu pytających i odpowiadających. Powstawały wątpliwości, krytyka, polemika, eklektyzm i przewartościowania pojęć.
Dziś jest inaczej. Zmienili się ludzie, zmieniła się więc sama filozofia, która jest i była elastyczna. Choć niektórym ciężko jest ją zauważyć we współczesności. Wiążą ją jedynie
z przeszłością, z historią. To taka skamielina, którą niektórzy odkurzają dla własnego pożytku. Niepraktyczna i nieżyciowa. Tak się utarło.
O pewnych rzeczach się nie mówi – po prostu. Bo są zakazane, bo panuje zmowa milczenia, bo źle jest uważać inaczej. Bo jest tematem tabu. Uważam, że pojęcie tabu jest
o wiele szersze od tego, co myśli potoczny człowiek. Czy tabu rozumiane jako zakaz mówienia o narkomanii, alkoholizmie czy seksualności człowieka jest rzeczywiście prawdziwym tabu? Przecież obecnie mówią o tym prawie wszyscy. Takie tematy stają się swoistym anty-tabu. Unika się innych tematów, bo wskazane jest mówienie o czymś, co do tej pory sprawiało dużo problemów, a przymykano na to oko. Nie mówię że to jest złe. Ale zła jest skrajność. W ostatnim stuleciu zostało przełamanych wiele barier w tym co „należy” mówić, co „należy” myśleć. Niektórzy mówią, że zbyt wiele, że już nic nie da się dopowiedzieć, odkryć, ewentualnie można rozwijać.
Sęk w tym, że wtedy zapomina się o wielu istotnych sprawach, wiele się świadomie pomija. Mało się mówi np. o wartościach, bo dla wielu straciły jakiekolwiek znaczenie.
Nie mnie tu oceniać zjawiska społeczne i zachowanie ludzi. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że wciąż się o wielu sprawach nie mówi. Wciąż istnieją tematy tabu. Takim tematem tabu, według mnie, jest filozofia. Ludzie utarli sobie swoje zdanie na temat tej dziedziny wiedzy,
co doprowadziło do powszechnej na nie zgodności. W większości nie próbują go zweryfikować. Trzeba dużo siły i cech nonkonformisty, żeby spróbować chociaż pomyśleć inaczej o filozofii.
A tak naprawdę, jest ona bardziej życiowa niż jakakolwiek z nauk szczegółowych. Uczy tego, że cały czas nie odkryliśmy prawdy absolutnej. Że istnieje wiele poglądów, ale te słuszne, powinny być odpowiednio uargumentowane. Uczy w jaki sposób wyrażać swoje poglądy, jak przedstawiać je, by przekonać do nich innych. Jak uzyskać poparcie wśród swoich słuchaczy. I że trzeba szukać, szukać, i jeszcze raz szukać. A nawet jak się znajdzie coś, co uzna się za prawdziwe, nie można obstawać przy tym do końca. Trzeba pozostawić pewien margines niewiedzy, który może być uzupełniony na drodze przemyśleń, czy dyskusji z innymi ludźmi.
Piękne. Tylko nie każdy potrafi się na to zgodzić. Łatwiej jest uznać prawdę absolutną, zbiór twierdzeń i poglądów. Łatwiej stwierdzić, patrząc na gwiazdy filmowe,
czy polityków, że wartości nie istnieją. Że nie istnieje prawdziwa sztuka. Że nie da się właściwie rządzić państwem. Że słowa nic nie znaczą. Że człowiek, to tylko zbiór atomów, zwierzę kierowane pierwotnymi instynktami, zaopatrzone w szereg układów działających
w odpowiedni sposób. Łatwiej uznać, że filozofia jest nieżyciowa i niepraktyczna,
i przymknąć na nią oko. Łatwiej jest coś z góry odrzucić, niż zacząć to badać. Łatwiej - ale czy lepiej? Czy filozofia zasłużyła sobie na takie traktowanie?

2 komentarze:

  1. Fajny tekst! Wzmianka o wyrażeniach związanych z filozofią przypominała mi felietony Bralczyka ;)

    Ja do filozofii nie miałam szczęścia - na studiach profesor poświęcił wykłady na opowiadaniu o swoim życiu prywatnym, przez co nazywaliśmy przedmiot historią filozofa, nie filozofii (niestety na egzaminie wymagał wiedzy, której nie przekazał).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czuję się zaszczycona takim skojarzeniem!

      niestety wykłady akademickie z filozofii bardzo często do niej zniechęcają :(

      Usuń

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...