W
przeciągu ostatnich kilku miesięcy Ania przeczytała kilkanaście
książek motywacyjnych, szukając inspiracji i pomocy w podjęciu
decyzji co do dalszej pracy. W obecnej czuła się jak w klatce, w
której nie da się oddychać. Z jednej strony chciała z niej uciec,
a z drugiej nie wiedziała, co innego mogłaby robić. Wszyscy w
rodzinie zajmowali się tym samym, od lat. I wypominali jej, że
wybrzydza wymieniając powody, które sprawiały, że czuła się z
życiem coraz gorzej. Nie wiedziała, jak żyć inaczej, więc
zrobiła to, co zwykle – szukała odpowiedzi w książkach.
Były
wśród nich takie, które mówiły, żeby się naprawiła. Czytała
je z oburzeniem, bo przecież nie była popsutą maszyną. Zadziwiała
ją różnorodność, a nawet sprzeczność porad. Jedne mówiły o
byciu egoistą, a inne o uszczęśliwianiu innych. Były takie, które
dawały instrukcje obsługi siebie i innych – toksycznych idiotów.
Albo takie przedstawiające skarpetki jako posiadające dusze i
wymagające specjalnej opieki. Bez tej troski dla nich ponoć nie da
się osiągnąć wewnętrznego spokoju. Albo bez zjedzenia żab. Bo
tak, trzeba podobno jeść żaby a jednocześnie być kotem, lwem
albo świnką morską. I korzystać rozsądniej z najnowszej
ewolucyjnie części mózgu projektując w 21 dni nowe nawyki, piekąc
sukces według przepisu i powtarzając po obudzeniu że jest się
zwycięzcą i że sky is the limit. Zadziwiało ją jak wiele
trzeba myśleć przy książkach, w których jest dużo o tym, żeby
mniej myśleć. I ile zmartwień wywołują te, w których jest mowa
o zaprzestaniu zamartwiania. Najrozsądniej brzmiały dla niej hasła
o wewnętrznym kompasie i własnym żywiole. Ale i tak nie wiedziała,
co miałaby zrobić z kompasem bez mapy i jak wykorzystać żywioł,
żeby sprzyjał, a nie niszczył. W tym zagubieniu i narastającej
frustracji starała się trzymać starego sposobu pracy.
To
historia Ani. A co Wy myślicie o poradnikach podpowiadających „jak
żyć?” Pomagają Wam? A może frustrują?

Cześć ;) Ostatnio koleżanka, która pracuje jako coach poleciła mi książkę "Obudź w sobie olbrzyma" Tony'ego Robbinsa. Jestem w połowie. Uważam, że trudno oczekiwać od jakiejkolwiek książki, że zmieni czyjeś życie, może co najwyżej natkniemy się na odpowiednie pytania, które musimy sobie zadać (zresztą podobnie jak z psychoterapią - na odpowiednio zadane pytania musimy sobie sami odpowiedzieć). Wracając do w/w książki - podobał mi się rozdział, o tym jak język, którego używamy wpływa na nasze postrzeganie świata (mam tu na myśli słownictwo i pojęcia jakimi operujemy, nie konkretny język). Podsumowując, warto poradniki czytać, choć nie należy ich traktować jako wyroczni ;)
OdpowiedzUsuńcenne spostrzeżenia :)
Usuń