„Nie
ma porażek, są tylko lekcje” - brzmi popularne motywacyjne hasło.
Nie
wiem, co na to Porażka, ale Lekcja mogłaby się obrazić za to, że
kojarzy się ją głównie z czymś nieprzyjemnym. Czy lekcja nie
może być przyjemna? Czy sukces nie może być lekcją?
W
sumie myślę, że Porażka też miałaby prawo czuć się urażona.
Bo w sumie zaprzecza się jej istnieniu. Tak już z nią jest, że
będąc urażona – nie znika, ale wchodzi do życia osoby, która
na nią się nie zgadza. Wiecie, jak zachowuje się odrzucona
Porażka? Myślę, że wiecie.
Dziwne,
że w kraju, w którym szkoła powszechnie kojarzy się z czymś
negatywnym, a lekcje – z nudą i czymś co trzeba odbębnić, tyle
osób uważa, że nazwanie czegoś lekcją jest lepsze niż nazwanie
porażką.
Czyli
wychodzi na to, że porażka byłaby czymś najgorszym, co może się
wydarzyć. Ciekawe to i zadziwiające zarazem. Po co miałabym w
takim razie brać z danej sytuacji lekcję i coś zmieniać, jeśli
nie uznałabym, że coś poszło „nie tak”, że coś się nie
powiodło. A skoro się nie udało, nie wyszło, to co sprawia, że
niedobrze jest nazwać to porażką?
Czy
zamiast zmieniać słownictwo, nie lepiej przyjąć, że porażki się
zdarzają? Że to, że jestem człowiekiem, to znaczy, że mogę się
mylić?
A
skoro mogę się mylić, to mogę przeżyć porażkę. I nie
traktować jej jak koniec świata.

Podoba mi się Twoje spojrzenie z innej strony - czemu sukcesu nie nazwać lekcją? Dało mi to do myślenia ;)
OdpowiedzUsuńSpotkałam się też z nazywaniem problemu wyzwaniem. Czasem to i prawda, ale nie można przesadzać.
w tym chyba właśnie jest klucz - nie przesadzać z takimi zmianami językowymi ;) problem jest czasem tylko problemem...
Usuń