sobota, 7 września 2019

W gąszczu poradników z cyklu „jak żyć?”



W przeciągu ostatnich kilku miesięcy Ania przeczytała kilkanaście książek motywacyjnych, szukając inspiracji i pomocy w podjęciu decyzji co do dalszej pracy. W obecnej czuła się jak w klatce, w której nie da się oddychać. Z jednej strony chciała z niej uciec, a z drugiej nie wiedziała, co innego mogłaby robić. Wszyscy w rodzinie zajmowali się tym samym, od lat. I wypominali jej, że wybrzydza wymieniając powody, które sprawiały, że czuła się z życiem coraz gorzej. Nie wiedziała, jak żyć inaczej, więc zrobiła to, co zwykle – szukała odpowiedzi w książkach. 



Były wśród nich takie, które mówiły, żeby się naprawiła. Czytała je z oburzeniem, bo przecież nie była popsutą maszyną. Zadziwiała ją różnorodność, a nawet sprzeczność porad. Jedne mówiły o byciu egoistą, a inne o uszczęśliwianiu innych. Były takie, które dawały instrukcje obsługi siebie i innych – toksycznych idiotów. Albo takie przedstawiające skarpetki jako posiadające dusze i wymagające specjalnej opieki. Bez tej troski dla nich ponoć nie da się osiągnąć wewnętrznego spokoju. Albo bez zjedzenia żab. Bo tak, trzeba podobno jeść żaby a jednocześnie być kotem, lwem albo świnką morską. I korzystać rozsądniej z najnowszej ewolucyjnie części mózgu projektując w 21 dni nowe nawyki, piekąc sukces według przepisu i powtarzając po obudzeniu że jest się zwycięzcą i że sky is the limit. Zadziwiało ją jak wiele trzeba myśleć przy książkach, w których jest dużo o tym, żeby mniej myśleć. I ile zmartwień wywołują te, w których jest mowa o zaprzestaniu zamartwiania. Najrozsądniej brzmiały dla niej hasła o wewnętrznym kompasie i własnym żywiole. Ale i tak nie wiedziała, co miałaby zrobić z kompasem bez mapy i jak wykorzystać żywioł, żeby sprzyjał, a nie niszczył. W tym zagubieniu i narastającej frustracji starała się trzymać starego sposobu pracy.



To historia Ani. A co Wy myślicie o poradnikach podpowiadających „jak żyć?” Pomagają Wam? A może frustrują?


2 komentarze:

  1. Cześć ;) Ostatnio koleżanka, która pracuje jako coach poleciła mi książkę "Obudź w sobie olbrzyma" Tony'ego Robbinsa. Jestem w połowie. Uważam, że trudno oczekiwać od jakiejkolwiek książki, że zmieni czyjeś życie, może co najwyżej natkniemy się na odpowiednie pytania, które musimy sobie zadać (zresztą podobnie jak z psychoterapią - na odpowiednio zadane pytania musimy sobie sami odpowiedzieć). Wracając do w/w książki - podobał mi się rozdział, o tym jak język, którego używamy wpływa na nasze postrzeganie świata (mam tu na myśli słownictwo i pojęcia jakimi operujemy, nie konkretny język). Podsumowując, warto poradniki czytać, choć nie należy ich traktować jako wyroczni ;)

    OdpowiedzUsuń

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...