- Jak zobaczyłam ten
śnieżnobiały obrus, to aż przeszły mnie ciarki – wzdrygnęła
się – Był taki…
- Biały? - mrugnął do
niej okiem.
- Taki zimny, wiesz? -
westchnęła i wpatrzyła się w korę starego dębu.
- Bardziej zimny, niż
dzisiejsze powietrze? – uśmiechnął się, ale po chwili
spoważniał, wpatrzył się w Zuzę.
- Siedzimy na zimnie, a mnie
i tak jest cieplej niż tam, w domu. - zaczęła się bawić
rękawiczkami – Przy stole wielkanocnym. Ta biel zawsze mi się
kojarzyła z królową śniegu. Taką zimną.
- A biel jest ciepła albo
zimna? Myślałem…
- Wiem, wiem… - westchnęła
i popatrzyła na Tadeusza – Niby biel jest neutralna, ale czasem
czuję ją inaczej. Ta serwetka, którą mi ostatnio podarowałeś
była dla mnie ciepło-biała. - podniosła lekko kąciki warg.
- Ta z haftem?- brwi uniosły
się gwałtownie – Przecież była brudna.
- Może właśnie o to
chodzi? - popatrzyła znowu na dąb, wzrok Tadeusza poszedł w tym
samym kierunku – Może jak się coś idealnie wybiela i nie
zostawia miejsca nawet na plamkę, czy choćby cień, to gasi się
też ciepło?
Ja chcę więcej! ;)
OdpowiedzUsuń