Czuły barbarzyńca.
Tak określiłabym tytułowego bohatera. Jego pseudonim nie bez powodu może przywodzić na myśl Bieszczady. Zna je lepiej od własnych kieszeni, z drzewami dogaduje się lepiej niż z ludźmi. Obecność niedźwiedzia rozpoznaje po dreszczu na ciele.
Dla mnie „Berdo” to opowieść o wewnętrznej szarpaninie. Dzikości, zbroi, ranach i wietrze, który ich dotyka. O wilku, który czuje się porzucony i odnajduje siebie dopiero gdy traci napęd ucieczki. To szukanie oparcia w młodości i niedowierzanie, że starość może minąć. Opowieść o powrotach i sercu, które nie chce przestać bić.
Jeśli nie czytaliście - polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz