wtorek, 4 października 2022

Dochodzę do siebie

 Dochodzę do siebie…


I nie mam tu na myśli uspokojenia po kryzysie. Myślę natomiast o tym wyrażeniu. O tym, że życzymy sobie dojścia do siebie, gdy chodzi nam o ochłonięcie po strachu lub złości. Albo gdy jest dużo smutku, a z jakiegoś powodu wolelibyśmy radość.


Tylko dlaczego możliwe rozumienie tego frazesu zakłada, że będąc w smutku, strachu czy złości nie jesteśmy sobą?


Ja dochodzę do siebie przez czucie.


Jestem przy sobie, gdy czuję złość – zarówno drapiącą irytację, jak i wściekłość, której siłą chcę rozwalać ściany. Jestem przy sobie, gdy wzruszam się lub wylewam ocean łez. Jestem przy sobie gdy paraliżuje mnie strach i gdy pozwalam mu odejść.


Jestem sobą, wtedy kiedy jestem.


Nie muszę trzymać się swojego czy czyjegoś wyobrażenia na swój temat.


Dochodzę do siebie właśnie wtedy – kiedy od siebie odchodzić przestaję.


Po prostu jestem.

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...