Wspomnienia bywają trudne.
Próbujemy je wymazać albo zakopać.
Lub przeciwnie – żyjemy nimi na nowe sposoby.
A może są inne opcje?
Taka, która pozwala na jej zachowanie i jednocześnie nie zniewala.
Pachnie tym, co znane i nie zamyka na nowe.
Smakuje jak konfitura z wiśni – zostawia przyjemność, ułatwia przełknięcie kwasoty.
Może jest opcja, żeby pamięć przetworzyć, ale nic nie przekłamywać.
Dotlenić i użyźnić wspomnienia.
Dopuścić do głosu to, co odcięte.
Móc spojrzeć i unieść.
A potem puścić i pozwolić, żeby użyźniło ziemię, na której stoimy.
A potem iść. I oprzeć choć kawałek poczucia bezpieczeństwa na pamięci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz