Tyle się mówi o stawianiu granic.
O wiele mniej dochodzi do mnie wieści o tym, jak te granice w życiu rozpoznać. Jak je w sobie rozpoznać.
A my jesteśmy. Czasem dziurawe, ale jednak. Dobrze nas zauważyć zanim zaczniesz budować to, co nazywasz granicami, a co staje się murem i zamyka Cię w klatce.
Chcemy Ci pomóc nas usłyszeć, więc wyjaśniamy, jak nas usłyszeć.
Dziś język pierwszej z nas: bezradności.
Tak, dobrze słyszysz – bezradności.
Może być to trudne do przyjęcia, bo zwykle granice kojarzycie ze sprawczością. O niej jeszcze będzie. Jeszcze się odezwie.
Ale dziś o bezradności.
To jej głos odzywa się, gdy próbujesz, próbujesz, próbujesz i… nic. Po dziesiątym powtórzeniu. Albo przy dwudziestym sposobie zaradzenia problemu – za każdym razem inaczej. Może próbowałaś spojrzeć na sprawę z kilku różnych stron? A może poradziłeś się już wszystkich znajomych?
Nic?
Tak, tu właśnie jestem.
Przypominam o tym, że świat jest inny niż wyobraźnia i nie wszystko, co w głowie – można ucieleśnić.
Możesz próbować – siłą – jasne… Ale nie będzie w tym już tej miękkości. Raczej kamienie i kolce.
Możesz też popatrzeć na bezradność i rozejrzeć się, jakie są inne opcje.
Może mniej przyciągają, może wymagają spróbowania czegoś nowego.
Nie powiem, czy są lepsze, bo nie wiem. Ale zawsze są.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz