Jest taki rodzaj złości, który bardzo chce się pokazać i bardzo nie może.
Chce być prawdziwą złością, ale nie ma na prawdziwość przyzwolenia.
Więc kaleczy siebie. I tych, którzy ją dostrzegą.
Nie może wyrazić się wprost, więc używa symboli. Obraża, choć udaje, że nie.
Przytula i jednocześnie wbija nóż w plecy.
Głaszcze po głowie - długimi pazurami.
Na imię ma sarkazm.
Taka złość zostawia głębokie rany. Często na lata. Głębokie, bo przykryte, bo niezauważone.
Zobaczyć je możesz, kiedy zobaczysz tę złość, która próbowała się w nich pokazać.
Złość w klatce – z zakneblowanymi ustami. Krzyczała, wierzgała nogami, próbowała pluć. I opluła samą siebie. Z bezsilności zaczęła ranić – myśląc, że tylko to jej pozostało.
Tak często dzieje się ze złością, jeśli zamkniemy ją w klatce. W klatce kontroli.
Dlaczego kontrola tak się jej boi?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz