Ta książka była dla mnie jak delikatny i skuteczny opatrunek.
Krok po kroku poznawałam życie jednego z moich Mistrzów. Odsłaniał losy swojego życia nie bojąc się pokazać siebie w świetle tego, co w nim trudne.
Zaskakujące też było dla mnie, jak jego słowa sprawiły, że przestałam idealizować innego mojego Mistrza – Viktora Frankla.
Słabości pomagają zobaczyć ludzką twarz. To jedna z lekcji, którą z tej książki wyniosłam.
Inna jest taka, że można być autokrytycznym bez bycia autoagresywnym.
Większości treści tej książki jednak nie jestem w stanie wyrazić – bo wrosły we mnie i płyną w moich żyłach.
Zostały w rytmie oddechu i lekkości chodu.
W moim stawaniu się sobą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz