Nie
będzie tu prze-miłych słów. Właśnie je zwymiotowałam. Niby
weszły uchem, niby zaczęłam się nimi karmić, bo szukałam w nich
czegoś dobrego. Zawsze szukam. I czasem mnie to gubi.
Czasem
gubi, bo drugi człowiek może chcieć jedynie coś wyrzucić z
siebie. A po co jeść cudze wymiociny? :)
Czasem
gubi, bo w wypowiedzi nie słowa są ważne, a przekaz, który pod
nimi stoi. Wtedy słowa są jak ładna maska, a cała wypowiedź jak
warczący niedźwiedź. Wsłuchując się zbyt mocno w takie słowa
zachowuję się, jakbym głaskała takiego niedźwiedzia po masce. A
potem dziwię się, że odchodzę z rozmowy pokiereszowana ;(
Czasem
to gubi, bo ufam dobrej intencji i
potencjalnej głębi słów. Ufam, bo doświadczyłam rozmów z
ludźmi, których można określić słowami „Jam częścią tej
siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Ufam,
bo słyszałam zdania, które nie miały nic wspólnego z moim
życiem, a jednak wprowadziły w nie coś nowego – przez jedno
słowo.
Tylko, że czasem to gubi. Bo
przyjmuję je i selekcjonuję dopiero po przyjęciu. Więc bywa, że
skutkują emocjonalną niestrawnością i alergią na przysłonięte
poniżanie.
Zazdroszczę
ludziom, którzy potrafią odsiać słowa,
które szkodzą, zanim je przyjmą. Swojego sposobu na to wciąż
szukam.
Szczególnie
na słowa, które wyglądają pięknie, a są zatrutym ciastkiem.

Ładnie sformułowane - "Ufam dobrej intencji i potencjalnej głębi słów.". Ja też ufam, i to jest czasem zgubne... Niektórzy rzucają słowa na wiatr, i te dobre, i te złe... Dla mnie słowo ma wartość. Lepiej już nic nie mówić, niż ofiarować komuś słowo-maskę...
OdpowiedzUsuńtak bardzo jest mi blisko do tego, co piszesz...
OdpowiedzUsuń