wtorek, 26 maja 2020

Obrzydzenie przesłodzeniem

Nie będzie tu prze-miłych słów. Właśnie je zwymiotowałam. Niby weszły uchem, niby zaczęłam się nimi karmić, bo szukałam w nich czegoś dobrego. Zawsze szukam. I czasem mnie to gubi.

Czasem gubi, bo drugi człowiek może chcieć jedynie coś wyrzucić z siebie. A po co jeść cudze wymiociny? :)

Czasem gubi, bo w wypowiedzi nie słowa są ważne, a przekaz, który pod nimi stoi. Wtedy słowa są jak ładna maska, a cała wypowiedź jak warczący niedźwiedź. Wsłuchując się zbyt mocno w takie słowa zachowuję się, jakbym głaskała takiego niedźwiedzia po masce. A potem dziwię się, że odchodzę z rozmowy pokiereszowana ;(

Czasem to gubi, bo ufam dobrej intencji i potencjalnej głębi słów. Ufam, bo doświadczyłam rozmów z ludźmi, których można określić słowami „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Ufam, bo słyszałam zdania, które nie miały nic wspólnego z moim życiem, a jednak wprowadziły w nie coś nowego – przez jedno słowo.

Tylko, że czasem to gubi. Bo przyjmuję je i selekcjonuję dopiero po przyjęciu. Więc bywa, że skutkują emocjonalną niestrawnością i alergią na przysłonięte poniżanie.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią odsiać słowa, które szkodzą, zanim je przyjmą. Swojego sposobu na to wciąż szukam.

Szczególnie na słowa, które wyglądają pięknie, a są zatrutym ciastkiem.






2 komentarze:

  1. Ładnie sformułowane - "Ufam dobrej intencji i potencjalnej głębi słów.". Ja też ufam, i to jest czasem zgubne... Niektórzy rzucają słowa na wiatr, i te dobre, i te złe... Dla mnie słowo ma wartość. Lepiej już nic nie mówić, niż ofiarować komuś słowo-maskę...

    OdpowiedzUsuń
  2. tak bardzo jest mi blisko do tego, co piszesz...

    OdpowiedzUsuń

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...