Moja relacja z
emocjami ma różnorodną historię. Bywało tak, że chciałam
niektóre z nich schować. Myślałam, że to będzie dobre dla moich
bliskich. Dostawałam komunikaty, że niektórych uczuć mam się
wyrzec. Pewnie to było dla kilku osób wygodne. Chowanie ich głęboko
i wyrzekanie się ich obecności nigdy mi jednak nie wychodziło.
W toku wielu
doświadczeń uznałam, że muszę zaakceptować, że emocje są i
jakoś je znieść. „Muszę” i „znieść” to adekwatne słowa.
Chowając pewne emocje, pewne części mnie przed ludźmi – chowałam
je też przed sobą. Chciałam przestać. Tylko chciałam to zrobić
zmuszając się i na siłę przyjmując pewne stany, których
jednocześnie nie akceptowałam.
Czyli akceptowałam
i nie akceptowałam jednocześnie. Nietrudno się domyślić, jak się
to kończyło. Baniem się lęku, byciem złą na siebie z powodu
złości, obwinianiem się z powodu poczucia winy. Generalnie – nie
polecam.
Teraz emocje
traktuję jak cenne drogowskazy. Staram się w nie wsłuchiwać i
traktować poważnie to, co od nich słyszę. Nie zawsze idę za
impulsem, który podpowiadają, ale staram się go poczuć. Chcę je
widzieć, słyszeć i czuć. I ufać im coraz bardziej, bo
doświadczam tego, że bez nich życie jest mniej barwne. Każda z
nich jest dla mnie wartością samą w sobie i cennym darem w
kontakcie ze sobą, ludźmi i światem.
Czuję. Oddycham.
Rozmyślam.
I piszę o tym w
miejscach oznaczonych kategorią „wsłuchaj się w emocje”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz