Kilka
dni temu przypomniał mi się ulubiony serial z czasów szkoły
podstawowej „Czy boisz się ciemności”. Pamiętam, jak
wypatrywałam pory, o której na ekranie pojawiała się grupa
przyjaciół opowiadających sobie przy ognisku mroczne historie.
Potem
ten tytuł pojawił mi się w trakcie rozmyślań nad tym, co jest
ciemne we mnie. I pomógł zadać sobie pytanie: Czy boję się
własnej ciemności?
Z
jednej strony – dlaczego? Dlaczego miałabym się bać czegoś, co
jest we mnie? Czy to nie dziwne być dla siebie samej zagrożeniem?
Dlaczego w ogóle ciemność miałaby być czymś, czego miałabym
się bać? No i przede wszystkim – czemu taki strach by służył?
A z
drugiej – to chyba jasne. Mogę się bać swojej ciemności, bo nie
wiem, co skrywa. Mogę się bać tego, że ta ciemność w ogóle
jest i że mnie całkowicie wciągnie. Mogę się bać tego, że nad
nią nie zapanuję, tylko ona zapanuje nade mną. No i przede
wszystkim – sama myśl o niej może przerażać.
Nie
dziwię się lękowi przed taką ciemnością. Nie dziwię się
odwadze spotkania z nią. Jedyne czego nie chcę, to brawury –
udawania, że takiego lęku w ogóle nie ma, bagatelizowania i
lukrowania ciemności. Do takiego spotkania warto się przygotować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz