Narzekałam kiedyś pewnej osobie, że mam strasznie zesztywniałe i bolące uda. Spytała mnie, co mogłyby mi moje uda powiedzieć, gdyby mogły mówić. Odburknęłam, że nie wiem, myśląc sobie o tym, jakie to idiotyczne pytanie.
Teraz jestem w innym miejscu w życiu i w innej relacji ze sobą. Inaczej odczuwam ciało i staram się go słuchać. Nie jako sługa, który spełnia wszystkie jego zachcianki. Ale jako integralna osoba, która wsłuchuje się w swoje potrzeby. A czasem potrzeba jest taka, żeby zdjąć buty i chodzić boso. Czasem – żeby rozluźnić nogi, odpocząć. Czasem - żeby wzmocnić przez odpowiednie ćwiczenia. A innym razem – żeby uciec albo kopnąć. Powietrze lub materac – bo czemu by nie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz