Złość
trochę nie działa. Zwykle jest przytłumiona, czasem się
wyrywa, jakby chciała wyskoczyć. Ale jakby coś ją znowu cofało.
Może jest zawiązana wstążką? Bo po każdym takim wyskoku wydaje
się wbijać znowu w to samo miejsce. Albo inne.
Smutek
niby jest. Ale trochę blady, trochę brak mu rumieńców. Chciałby
rozpuścić warkocze, ale ciągle są mocno związane. No nie wiem.
Nie wiem.
Strach
czasem rozlany, a czasem nie pojawia się tam, gdzie warto, żeby
zagościł. Nie boi się nieznanych, zachowuje się jak ufające
wszystkim dziecko. A zdrowy sceptycyzm i dystans czasem się
przydają.
Radość
jest trochę nijaka, pluszowa i lukrowana. Mało w niej
intensywności, mało wyrazistości. Nie bardzo cieszy.
Wstręt
to teren nieznany. On w ogóle gdzieś jest?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz