Niebieska radość przysiadła koło żółtego smutku i pogładziła go po liściu.
- Nie więdnij tak – patrzyła na niego z czułością – Bo znikniesz i ludzie już nigdy nie zrozumieją, że emocje nie są ani dobre, ani złe.
- Nie mam już do nich siły – kałuża z żółtopomarańczowych łez robiła się pod nim jeszcze większa – Myślą, że jak się uśmiechną na siłę albo ucieszą z porażki nieprzyjaciela i wytworzą więcej żółci, to jest dobrze, a przecież wiemy, że tak nie jest – Odwrócił się w stronę radości – A tym bardziej nie mogę iść znieść, gdy nie widzą ile dobra płynie z tych trudnych chwil, że tak rzadko cię zapraszają do swojego życia – znowu spuścił głowę w dół
- Nie martw się o mnie – ciepłoniebieska poświata wokół niej zrobiła się wyraźniejsza – Kto ma zrozumieć, ten zrozumie.

Myślałam, że historia będę dłuższa, a tu krótko i w punkt. Ale bynajmniej nie jestem zawiedziona ;) W sumie długo zajęło mi zrozumienie, że złe emocje warto przeżyć, a nie zamiatać pod dywan. Choć jak mówisz nie ma podziału na dobre i złe! Raczej te przyjemne i nieprzyjemne. Dzisiejszy świat jest mocno nastawiony na czerpanie przyjemności z czego tylko się da, ale jak kiedyś mówił Szustak, np. gniew jest wartościowy, bo może prowadzić do ważnych odkryć w nas. Do następnego wtorku!
OdpowiedzUsuń