Niewiele się mieściło
poza mną. Balkon był mały, nadal zresztą jest. Siadałam i
patrzyłam. Ludzie pojawiali się i znikali. A ja zastanawiałam się,
kim oni są, o czym myślą, do czego dążą. Potrafiłam tak
siedzieć godzinami, tworzyć historie, przeżywając wiele, tak
naprawdę nie ruszając się z miejsca.
Kiedyś usłyszałam, że
jeśli ktoś szuka tego, co powinien robić w życiu, to powinien
wrócić do wspomnień z dzieciństwa i zabaw, które go zajmowały.
Pewnie trudno potraktować to dosłownie, bo co wtedy z moją
koleżanką, która bawiła się w księdza? Część zabaw, to
przecież odgrywanie sytuacji, które się widziało. Ale może jest
w tym coś mądrego? Ja brałam książki, które czytali mi rodzice,
ustawiałam pluszaki i udawałam, że im czytam (ponoć bezbłędnie
odtwarzałam historie!). Bawiłam się ze starszą siostrą cioteczną
w szkołę (oczywiście to ja byłam uczniem;)), potem uczyłam swoje
zabawki. Albo brałam kartkę i kredki, i znikałam ze świata.
Rysując, a gdy już umiałam pisać – pisząc. No i siadałam na
balkonie u dziadków, patrzyłam na ludzi i budowałam historie.
Teorię o zabawach z
dzieciństwa trudno traktować dosłownie. Ale gdy myślę o tym, co
robię teraz i daje mi radość, to ma to wiele z tych zabaw. Może
jednak jest w tym jakaś mądrość?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz