Niezwykłe spotkania. Każde z nich. Z każdą z opowieści.
Nazwałabym je opowieściami o zagojonych ranach. Bo tak – łatwych doświadczeń w tej książce nie odnajdziemy. Tak samo nie ma neutralnych. Choć w zasadzie nie wiem, jakie można by nazwać neutralnymi.
Jest trudno i jest jednocześnie delikatnie. To ten rodzaj pisania, który może powstać dopiero po zaopiekowaniu się własną przeszłością. Dopiero gdy ból jest przeżyty. Przyjęty. Oswojony.
Gdy bolał. I już nie boli.
Nie ma miejsca tu miejsca na znieczulanie, zaprzeczanie czy wypieranie. Jest widok na to, co było zabrudzone i oczyszczone, zaropiałe i przemyte, zakażone i zdezynfekowane.
Widzimy dziewczynkę, która wiele przeszła. I kobietę, która opiekuje się samą sobą z przeszłości. Czytamy opowieść o byciu dobrą mamą dla wewnętrznej dziewczynki.
Możemy dotknąć siebie. Albo i nie.
Sam oddech tymi słowami już wiele zmienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz