Nie sądziłam, że tyle uwagi można poświęcić jedzeniu uznanym za zmarnowane. Choć może to nie jedzeniu, tylko marnowaniu była ona poświęcona? Sama nie wiem.
Wiem tylko, że zadziwiła mnie wieloaspektowość, drążenie tematów i dociekliwość tam, gdzie mogła się ona wydawać zbyteczna.
Przypomniała mi głośne historie i te, do których pewnie nigdy bym nie dotarła.
Wraca do mnie, gdy sprawdzam termin przydatności do spożycia. Gdy otwieram lodówkę. Gdy widzę przecenione produkty w spożywczaku.
I gdy zjem za dużo, nie chcąc „żeby się zmarnowało”.
Czy coś w moim życiu ta książka zmieniła? Tak, zmieniła.
Teraz wyślę ją w świat, bo warto by działała dalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz