Jeden z moich ulubionych kolorów. Lubię go mieć na sobie, choć wtedy zwykle wyróżniam się z otoczenia, co już mało lubię. Dodaje energii i przykuwa uwagę. Pewnie dlatego łączy mi się z radością i zazdrością.
Żółta radość to dla mnie moc energii do radosnego działania. To pasja uśmiechu i iskierki w oczach. To dziecięca spontaniczność, otwartość i ciekawość świata. To ciepło dobrych relacji. To towarzyszka uczucia flow, osiągania upragnionych celów i procesów twórczych, w których od efektu ważniejsze jest samo tworzenie.
Radość się cieszy, radość się raduje.
Ma to szczęście, że prawie zawsze uznaje się ją za tak zwaną pozytywną emocję, tę, która jest pożądana.
A ona wie, że nie zawsze towarzyszy temu co dobre, nie zawsze jest przy tym, co nam służy.
Towarzyszy żartom, które mają na celu kogoś wyśmiać. Towarzyszy uśmiechom z cudzego nieszczęścia. Jest też częścią muru, którym próbujemy się oddzielić od lęków i trudnej dla nas prawdy. A co jeśli trwamy w tym co niszczy nasze relacje? Wtedy radość może towarzyszyć myślom, które uparcie dają poczucie władzy nad drugim człowiekiem.
Radość wie, że takim sytuacjom też towarzyszy. I że nie zawsze jest pozytywna.
A zazdrość?
Żółta zazdrość nie ma dobrej passy. Dużo ludzi łączy ją z porównywaniem się z innymi, czego nie lubią, a co wciąż robią. I z patrzeniem, co ma ktoś, a czego ja nie mam. Dlaczego nie mam i czy tego potrzebuję? O to już nie zawsze pytają.
A zazdrość wie, że pojawia się tam, gdzie dostrzegamy wartość, gdzie widzimy to, co dla nas ważne. Delikatnie, żółtym promieniem odsłania to, co może wzbudzić w nas zachwyt i ucieszyć. Pokazuje: popatrz też na siebie, to jest dla ciebie ważne.
Ale czy jesteśmy w stanie usłyszeć ten delikatny żółty głos?


Lubię Twoje kolorystyczne rozważania :)
OdpowiedzUsuńOd siebie dorzucę, że jest w angielskim idiom "to be yellow", co oznacza bycie tchórzliwym. Ale nie wiem skąd takie skojarzenie. Za to zazdrość to, za Szekspirem, "green-eyed monster" ;)
A ten akapit był dla mnie bardzo odkrywczy!
"A zazdrość wie, że pojawia się tam, gdzie dostrzegamy wartość, gdzie widzimy to, co dla nas ważne. Delikatnie, żółtym promieniem odsłania to, co może wzbudzić w nas zachwyt i ucieszyć. Pokazuje: popatrz też na siebie, to jest dla ciebie ważne."
I jeszcze jedna myśl mi przyszła do glowy, odnośnie radości, co nie zawsze jest pozytywna. Niemcy mają na to jedno, precyzyjne słowo: schadenfreude ;) Ciekawe, że często w jednym języku jest konkretne określenie na coś, a w innym - trzeba sobie radzić opisowo.
OdpowiedzUsuńLubię Twoje nawiązania językowe :) Ciekawe są te, które przytoczyłaś...
OdpowiedzUsuń