Jak biel i czerń odnosi się do uczuć?
Długo nad tym dumałam…
Nie widzę w nich osobnych uczuć. Widzę je jako domieszki uczuć, które sprawiają, że nabierają one różnych kolorytów…
Biel ma dla mnie dwie doświadczalne funkcje: złagodzenie i zmrożenie.
Złagodzone, zabielone uczucia to te, które mają w sobie komponent zmniejszający ich intensywność. To taka biel, która ugładza i łagodzi.
Ale biel może też ochładzać, a wręcz zamrażać uczucia. Wtedy też nie czujemy ich intensywnie, może nawet w ogóle nie czujemy. Ale one są – w naszej wewnętrznej lodówce – i prędzej lub później przychodzi moment na ich rozmrożenie. To te momenty, kiedy nie wiemy, skąd dane uczucie się w nas pojawiło. Już wiecie – z wewnętrznej lodówki :)
A czerń? Czerń przyciemnia, więc rzuca cień. Czerń też pogłębia, intensyfikuje.
Intensywne, pogłębione uczucia mogą być gorącą lawą albo falą przepływającą przez całe nasze ciało. No chyba, że ich nie chcemy. Wtedy wylewamy tę gorąc na tych, którym przydarzyło się być przy nas, przy naszej niechęci do uczuć.
A co z przyciemnionymi uczuciami? Trochę ich nie widzimy, a trochę nie chcemy widzieć. Nazywamy je naszym cieniem. Więc one za nami chodzą – czy ich chcemy czy nie…
A jak Ty widzisz biel i czerń w kontekście uczuć?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz