Tak, wiem, że mnie nie lubisz.
A ja i tak Cię chronię.
I wiem, że w głębi mocno we mnie wierzysz. Wierzysz we mnie tak mocno, jak głęboko mnie skryłeś.
Gdy jestem płaszczykiem wstydu, to chowasz za mną to, z czego się śmieją inni – a to skarpetki nie do pary, a to nietypowe imię. Źle Ci z tym i chowasz urazy. Co z tego, że wtedy ciężko im się goić? Przecież uznajesz, że gdy czegoś nie widzisz, to tego nie ma. Więc z pola widzenia wylatują sytuacje wywołujące wstyd.
Gdy jestem głazem wstydu, hodujesz na mnie skalniak. Dorabiasz intelektualne kwiatki i poidło dla pszczółek dlatego, że jest to modne. Pode mnie już nie zaglądasz. Ba, chyba nawet nie wiesz, że coś jest niżej. Dopóki ktoś nie podejdzie i nie dotknie tam, gdzie akurat nie powinien. A że nie wie, że boli? Miał się domyślić! Oddajesz kamieniem, nieświadomy człowiek ucieka, a oto…
Wychodzi to, co skrywane. Bo tam było wiele.
Tego co delikatne. Wrażliwe. Wstydliwe.
Za mną, wstydem, nie chowa się byle co.
Chowa się to, co ma dla Ciebie wielką wartość.
Właśnie dlatego sądzę, że mnie bardzo lubisz. I z wzajemnością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz