wtorek, 14 lipca 2020

Kadr z Sycylii

Dwa lata temu pełna radości spacerowałam po sycylijskim miasteczku. Mój wzrok i emocje skupiły się w jednym momencie na ukrytej pod bluszczem latarni. Tak mnie urzekła, że stała się bohaterką tekstu:

 
Można jej nie zauważyć. Słup dawno zniknął pod bluszczem, szkło wypadło pewnie pod naporem pnączy, które zawłaszczyły szarą żarówkę. Może podobało im się, ja świeciła i chciały być blisko? A może była zbyt jasna i dlatego chciały jej pilnować? Możliwe, że chciały ją objąć opieką – dlatego tak opatuliły.



Latarnia już nie wyrasta z poziomu, na którym mech walczy o przestrzeń z kamieniami. Wtopiła się w mur liści i ustawiła pod parasolem rozłożystego drzewa. Nie dociera do niej ciepłe słońce, ale i tak jest szczęśliwa. Po prostu oddycha innym powietrzem niż jej czyste koleżanki w mieście. Ma też szansę wsłuchiwać się w serenady i wielogłosowe koncerty ptaków, które znała wcześniej tylko ze słyszenia.

W takich momentach przypatruje się zwykle pracy mrówek, które cierpliwie pokonują przeszkody z liści, ludzi i resztek innych stworzeń. Co jakiś czas przywita się z bąkiem lub pszczołą. Nie rozróżnia ich, ale bardzo lubi.

Latarnia już nie świeci, nie służy ludziom, ale oddycha i doświadcza. Tworzy więzi. Wreszcie żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...