Czasem
przychodzi niespodziewana i nieproszona.
Jak
nieoczekiwany gość, którego witasz w drzwiach mówiąc „dzień
dobry” z gulą w gardle.
Ona
przychodzi i chce zagościć.
Wiosenna
zima.
Częstujesz
ją herbatką, no bo inaczej nie wypada.
Ona
zaczyna od tego, że dawno jej tu nie było i że zwykle przychodzi
inną porą, ale „życie życiem i jest jak jest”.
Ty
czujesz coraz więcej chłodu. I coraz bardziej sztywniejesz.
Ale
patrzysz na nią. Nie możesz oderwać wzroku, chociaż bardzo
chcesz. Sztywniejesz jeszcze bardziej.
A
ona coś Ci mówi. Coś bardzo ważnego. Nie słowami, ale czuciem. A
raczej brakiem czucia.
Bo
ta zima to tylko metafora. Tego, co większość z nas doświadcza –
jedni częściej, inni rzadziej. Jedni mocnej, inni słabiej.
Doświadczeniem zesztywnienia, zamrożenia, unieruchomienia.
Ono
nie ma słów, mówi jedynie tym, że nie czujemy.
A
skoro nie czujemy, to dobrze się zatrzymać – zobaczyć co
sprawia, że czucia brakuje.
I
problem rozwiązać.

Podoba mi się etykieta, którą oznaczony jest ten wpis "impresje codzienności" :)
OdpowiedzUsuńCiekawe, że brak czucia może być sygnałem. Sygnałem, że straciliśmy łączność z samym sobą, z własnym sercem. Warto się zatrzymać, a nawet wrócić i... poszukać zasięgu ;)